Aktualności Książki Recenzje Wydarzenia

Igrzyska śmierci Suzanne Collins

tapeta_1280_800
newsletter-680x680

O kinowym hicie słów kilka

Podczas gdy w kinach całego świata tryumfy święci obecnie ostatnia część filmowej serii pt. „Igrzyska śmierci. Kosogłos. Część 2” z Jennifer Lawrence w roli głównej, warto przypomnieć sobie literacką kanwę, na której oparto kasowy hit. Opowieść o dzielnej Katniss Everdeen, dziewczynie z nizin społecznych, która rzuca wyzwanie wszechwładnej dyktaturze jest doskonałym przykładem na to, że nawet wyeksploatowany wydawałoby się temat, można dobrze sprzedać dzięki solidnemu warsztatowi.

Akcja trylogii Suzanne Collins: „Igrzyska śmierci”, „W pierścieniu ognia”, „Kosogłos” (kolejno 2008, 2009 i 2010 r., w Polsce wydane nakładem wydawnictwa Media Rodzina) ma miejsce w bliżej nieokreślonej przyszłości. Targane kolejnymi konfliktami Stany Zjednoczone przekształcają się w zarządzany autorytarnie kraj Panem. Państwo podzielone jest na szereg przemysłowych dystryktów, które dostarczają stolicy – wszechwładnemu Kapitolowi – dóbr i surowców w zamian za wątpliwej wartości „ochronę”. Aby obywatele Panem nie pomyśleli przypadkiem o buncie, Kapitol organizuje co roku tak zwane „Głodowe Igrzyska”, podczas których reprezentanci wszystkich dystryktów wyżynają się nawzajem, ku uciesze widzów przed ekranami.

Jedną z zawodniczek wylosowanych do udziału w „Igrzyskach” okazuje się Katniss Everdeen, mieszkanka dystryktu górniczego, dziewczyna o silnym charakterze i przy okazji świetna łuczniczka. Okazuje się to los fatalny dla Kapitolu. Katniss nie tylko wygrywa „Głodowe Igrzyska”, ale na dodatek w sprytny sposób narusza ich reguły. Ta z pozoru nieistotna rysa na nieomylności Kapitolu z czasem przeobraża się w otwarty bunt dystryktów przeciwko władzom. Symbolem powstania zostaje ptak „Kosogłos”, a taki właśnie przydomek nosi Katniss…

Powiedzmy sobie szczerze – trochę książek na temat walki z totalitarnym ustrojem zdążyliśmy już przeczytać. „1984”, „Fahrenheit 451”, żeby wymienić te najistotniejsze. Również pomysł Collins, aby głównych bohaterów rzucić na arenę walki przeciwko sobie nie jest nowy, wspomnijmy choćby „Rollerball”, czy świetne „Battle Royale” Koushuna Takamiego. A jednak oskarżenia o plagiat pod adresem Suzanne Collins wydają się mocno na wyrost. W temacie zniewolenia jednostki oraz drapieżnych programów typu reality show chyba nie da się po prostu wiele nowego powiedzieć i już.

Skupmy się raczej na tym, czego dotychczas w literaturze brakowało, a co zadecydowało o sukcesie trylogii Suzanne Collins. Mamy tutaj przede wszystkim silną, bardzo wyrazistą bohaterkę, na dodatek trafnie obsadzoną w filmowej serii (Jennifer Lawrence można śmiało nazwać fenomenem popkulturowym pod tym względem). Autorka, prywatnie wierząca katoliczka, bardzo akcentuje również konieczność propagowania zdrowych norm społecznych, jako antidotum na dyktatorskie zapędy każdego państwa. Wreszcie „Igrzyska śmierci” to przede wszystkim dobrze opowiedziana historia, z ważnym społeczno-politycznym akcentem w tle. I choćby dlatego warto ją nadrobić, bądź też po prostu sobie odświeżyć – ku przestrodze na przyszłość właśnie.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3