Bez kategorii

„Zaginiona dziewczyna” Gillian Flynn

ZAGINIONA_dziewczyna_FRONT
newsletter-680x680

Do książki postanowiłem zasiąść po obejrzeniu jej świetnej ekranizacji filmowej w reżyserii Davida Finchera. Wiem, co powiecie – prawdziwy czytelnik robi dokładnie odwrotnie. Cóż, bijcie, nie będę oponował, choć myślę, że walory filmu działają tutaj zdecydowanie na korzyść recenzującego książkę.

Akcja dzieła Gillian Flynn zaczyna się niewinnie – oto kolejny raz słońce wstaje nad North Carthage, nudnym miasteczkiem amerykańskiego Środkowego Zachodu. Nick Dunne, niegdyś wzięty nowojorski dziennikarz, a obecnie ledwie wiążący koniec z końcem właściciel lokalnego baru, wraca do domu. Wraca po to, by wręczyć swojej żonie, Amy, prezent z okazji rocznicy ślubu. Jednak Amy w domu nie ma. Zaginęła. Policja wezwana na miejsce zdarzenia odkrywa wiele śladów świadczących o możliwym porwaniu żony Nicka. Scenariusz całkiem prawdopodobny, Amy była bowiem osobą niemalże publiczną, pierwowzorem bohaterki popularnej serii książek dla dzieci, napisanych przez rodziców naszej zaginionej. Tyle tylko, że mijają kolejne dni, a wciąż nikt nie żąda okupu, ślad zaginionej urywa się. W wyniku śledztwa pojawiają się za to kolejne dowody obciążające Nicka. Czyżby zamordował on swoją żonę?
Nie będę pisał więcej o fabule książki, aby nie zdradzić rozwiązania tej kryminalnej zagadki, a zapewniam że jej finał jest arcyciekawy. Rysem charakterystycznym książki jest jej mieszana narracja – opowieść obserwujemy na zmianę oczami Nicka i Amy, przy czym obydwoje okazują się w trakcie snucia swoich historii niezbyt wiarygodni. Ale budujące atmosferę tajemnicy niedopowiedzenia to jedno, ogromne wrażenie zrobił na mnie zwłaszcza sposób w jaki Flynn przedstawiła czytelnikom Nicka – jest postacią szalenie żywą i prawdziwą, ani na chwilę nie miałem wrażenia, że opowieść prowadzi jego ustami kobieta. A przecież brak autentyzmu w przypadku narracji pierwszoosobowej często bywa gwoździem do trumny wielu autorów obydwojga płci.

Wreszcie wypada wspomnieć o najważniejszej bodaj zalecie „Zaginionej dziewczyny”, to jest o jej motywie przewodnim, jakże prostym i genialnym zarazem. Gillian Flynn wzięła bowiem na warsztat największy chyba lęk każdego małżeństwa. I nie chodzi tu bynajmniej o rozwód, czy inne tego typu tragedie, nad którymi można z czasem przejść do porządku dziennego. Nie ma chyba bowiem większego dramatu, niż związek, który staje się dla obydwu stron koszmarem, jednak trwa dalej, w nieskończoność niemalże. Ten pierwotny lęk każdej pary Flynn wykorzystuje bardzo umiejętnie, wpisując swoją książkę na trwałe do klasyki gatunku psychologicznego thrillera.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3