Historia Kultura

Amerykańskie komiksy – mity stworzone z niczego

CWR-blog(12.12.15)
newsletter-680x680

Każda cywilizacja ma swoje mity, a każdy mit musi mieć bohatera. Dlatego starożytni Grecy opowiadali sobie historie o Herkulesie, czy Tezeuszu, a Brytowie stworzyli Króla Artura, którego prawie nadludzkie czyny inspirowały potomnych. Co jednak, jeśli dana kultura jest na tyle młoda, że swoich mitów nie ma?

 

Przed takim właśnie wyzwaniem stanęli mieszkańcy Stanów Zjednoczonych Ameryki u zarania istnienia swojego państwa. Niby mieli swoich Ojców Założycieli, ale taki na przykład Jerzy Waszyngton był odrobinę zbyt realny, w dodatku stanowił symbol polityczny. Bardzo udanym eksperymentem okazał się mit podboju Dzikiego Zachodu, choć zawierał w sobie elementy własnego upadku – zagłada Indian, a także znikające stopniowo „Pogranicze” USA zamknęły w końcu ten rozdział amerykańskiej mitologii, choć media i tak znacznie przedłużyły mu życie.

Amerykanie potrzebowali innych symboli – bliższych ideałom, które głosili. Stąd właśnie narodziny superbohaterów w latach trzydziestych XX wieku. Osobnicy Ci mogli dzięki swoim nadprzyrodzonym zdolnościom ratować świat przed przybyszami z kosmosu, wymierzać sprawiedliwą karę przestępcom na ulicach, bądź po prostu pomagać zwykłym ludziom w potrzebie. Tylko jak zaprezentować ich przygody w sposób przystępny dla odbiorców, zwłaszcza tych najmłodszych? Tutaj na scenie dziejowej pojawiło się medium dotychczas niedoceniane – komiks. Choć kolaże obrazków z ujętymi w „dymki” dialogami miały w USA długą tradycję, dopiero historie o superbohaterach pozwoliły komiksom naprawdę rozwinąć skrzydła. Początkowo stanowiące jedynie dodatek do większych gazet, dzięki prezentacji coraz popularniejszych treści, niebawem otrzymały własne, osobne wydania.

I tak pierwszym superbohaterem, który rozpoczął tzw. Golden Age („Złoty wiek”) komiksów, był znany chyba wszystkim Superman. Stworzona w 1938 roku przez Jerry’ego Siegela oraz Joe Shustera postać przybysza z planety Krypton szybko podbiła serca Amerykanów. Ów bohater miał w sobie niewinność i szlachetność, zaszczepione mu przez ziemskich rodziców zastępczych, a także swoiste „arystokratyczne” pochodzenie. Jako emigrant z innego, starszego świata bardzo dobrze wpasowywał się w amerykańską historię i rychło urósł do rangi symbolu.

Nieco później zaczął swoją przygodę z komiksami Batman, postać dużo mroczniejsza od  poprzednika w czerwonej pelerynie. Bruce Wayne, rycerz miasta Gotham, walczy z przestępczością nie tylko z pobudek honorowych, ale także z chęci zemsty – kryminalista zabił bowiem jego rodziców. Jako postać nie posiadająca nadprzyrodzonych zdolności, Batman był postacią o wiele bliższą przeciętnemu czytelnikowi.

Komiksy o powyższych bohaterach powstawały nakładem wydawnictwa DC Comics, któremu niebawem urósł potężny przeciwnik – Marvel Comics. Między tymi dwoma wydawnictwami w zasadzie do dzisiaj toczy się walka o prym w świecie amerykańskich komiksów, ich kolejnych edycji oraz filmowych ekranizacji.

Bohaterem Marvela jest na przykład Kapitan Ameryka. Steve Rogers, bo tak ma na imię ów superbohater o wiele mówiącym przydomku, był w młodości cherlawym osobnikiem, który aby pomóc swojej ojczyźnie wziął udział w tajnym rządowym eksperymencie, mającym na celu stworzenie superżołnierza. Na skutek oddziaływania specjalnego serum, Rogers zyskuje nadprzyrodzoną siłę i szybkość. Kapitan Ameryka był wymarzonym bohaterem dla propagandy wojennej USA, która od grudnia 1941 musiała przygotować społeczeństwo do wojny nie tylko z Imperium Japonii, ale też z III Rzeszą. Odziany w narodowe barwy Steve Rogers, stojący ramię w ramię z amerykańskimi żołnierzami, nie raz nabił guza okrutnym nazistowskim najeźdźcom…

W późniejszym okresie prawdziwą kurą znoszącą złote jajka okazał się dla wydawnictwa Marvel rysownik Stan Lee, twórca wyjątkowo płodny. „Iron Man”, „Spider-Man”, „X-Men”, „Hulk”, „Daredevil” – to tylko kilka tytułów, w które Lee tchnął życie swoją kreską.

Fenomenem komiksowych bohaterów okazała się nie tyle ich geneza, co ogromna zdolność do adaptacji. Po wspomnianym już „Golden Age’u” (1938-1956) komiksów, nastał jeszcze okres „Srebrny” (1956-1970), „Brązowy” (1970-1986), a także „Współczesny” (od roku 1985 do dzisiaj). Za każdym razem superbohaterowie potrafili się w nowych czasach odnaleźć, a wraz z nimi, ich na poły boskie, na poły ludzkie cechy. Tak jest zresztą do dzisiaj. W 2001 bohaterowie komiksów przeżywali wraz z Amerykanami zamachy na World Trade Center. Z kolei prowadzona na oślep walka z terroryzmem oraz inwigilacja społeczeństwa doprowadziły nawet do „Wojny Domowej” pomiędzy herosami z komiksowych kart. Wojnę tą zresztą niebawem zobaczymy na ekranach naszych kin.

Powyższe historie dobrze obrazują zmiany, które zaszły w ostatnim okresie wśród komiksowych bohaterów made in USA. Są dzisiaj zdecydowanie bardziej ludzcy, niż u zarania swojego istnienia. Nie zmieniło się natomiast jedno – zapotrzebowanie na inspirujące mity, które sprawiają, że chcemy dorównać ich bohaterom.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3