Historia Książki Kultura Warsztat literacki

Drogi inspiracji, czyli jak piszą wielcy

CWR-blog(02.03)
newsletter-680x680

   Skąd czerpać wenę? Autorzy nie znoszą tego pytania, często bowiem sami nie znają na nie odpowiedzi, bądź wydaje się im ona tak dziecinnie prosta, że aż śmieszna. Z drugiej strony, kto z nas nie chciałby trafić kiedyś do magicznej krainy wyobraźni, skąd wielcy autorzy czerpią swoje pomysły?

   Starożytni nadali jej postać Muzy, mitycznej postaci, która przychodzi do artystów podczas pracy i obdarza ich inspiracją. Wena, natchnienie – owo pojęcie dorobiło się różnych nazw, jedno jest pewne, to dzięki niemu zasiadamy do pracy z pustą białą kartką, a wstajemy znad biurka mając gęsto zapisany maszynopis w ręku. Z drugiej strony brak natchnienia oznacza przekleństwo. Syndromu tak zwanej „pustej kartki”, albo „białego pokoju” lękają się wszyscy pisarze, scenarzyści, czy dramaturgowie, jak świat długi i szeroki. Nie ma bowiem nic bardziej zniechęcającego, niż godziny pracy, która poszła zupełnie na marne.

   Jak po ową pożądaną inspirację sięgnąć? Istnieje tyle sposobów, ilu jest ludzi na naszej planecie.

   Dla Ernesta Hemingwaya źródłem weny było intensywne, pełne przygód życie, a także, niestety, alkohol. Również dla jego konkurenta, Francisa Scotta Fitzgeralda, niewylewanie za kołnierz było sposobem na pisanie. Fitzgerald miał co prawda w życiu jeszcze jedną muzę – żonę Zeldę, jednak zachłanna miłość do niej okazała się dla niego przekleństwem. Kiedy w wyniku kryzysu małżeńskiego autorowi bestsellera „Wielki Gatsby” pozostała już tylko butelka, syndrom „pustej kartki” rozpoczął powolny, aczkolwiek nieunikniony zmierzch jego kariery. Ale to tylko kilka przykładów uzależnienia od używek wśród artystów. Z nałogiem zmagał się przez wiele lat król literatury grozy, Stephen King, podobnie jak nasz rodzimy autor, Jerzy Pilch, którego powieść pt. „Pod mocnym aniołem” stanowi przejmujące studium choroby alkoholowej.

   Chyba głównym powodem, dla którego flaszka tak pociąga artystów jest odprężenie, jakie daje im alkohol. Jest to co prawda bardzo złudna zaleta napojów, które same w sobie szkodzą zdrowiu, natomiast w odprężeniu w pracy twórczej jak najbardziej pomagają.

  Dlatego właśnie Haruki Murakami na najlepsze pomysły literackie wpada, prasując ubrania, jak sam przyznaje, czynność ta wielce go relaksuje. Quentin Tarantino nad scenariuszem medytuje, pływając na dmuchanym materacu pośrodku swojego prywatnego basenu. Trochę bardziej niekonwencjonalne podejście miała Agatha Christie. Autorka kryminałów przyznała kiedyś, że o temacie pisania zastanawia się podczas zmywania naczyń, ponieważ jest to zajęcie tak głupie, że ma ochotę myśleć o zabójstwie…

   Czasami dobre pomysły po prostu do nas przychodzą. Stephen King utknął kiedyś podczas pisania monumentalnej powieści „Bastion”. Z impasu pomogły mu wyjść wieczorne spacery. Philip K. Dick wpadł na pomysł „Oka na niebie” podczas odpoczynku na leżaku i patrzenia w błękit nieba. Autor komiksów, Stan Lee, stworzył Człowieka-Pająka na skutek nieudanego zamachu gazetą na przeszkadzającą mu w pracy muchę. Takich historii jest jeszcze więcej. Czasami nawet wspomniana już pusta kartka okazuje się wybawianiem – to na jednej z nich, dosłownie przez przypadek wziętej w dłoń, J. R. R. Tolkien napisał słynne zdanie: „Był sobie pewien hobbit, który mieszkał w pewnej norce”.

   Do niektórych pisarzy odpowiedzi na pytania przychodzą we śnie. Pomysły na książki „Lew, czarownica i stara szafa” C. S. Lewisa, a także „Frankenstein” Marie Shelley trafiły do autorów właśnie podczas przebywania w objęciach Morfeusza. Sny bywają jednak bardzo zwodnicze – Alfred Hitchcock, H. G. Wells i wielu innych przyznało po latach, że spisane w nocy teksty nad ranem zdecydowanie mniej zachwycały. Jawa i sen rządzą się bowiem odrębnymi prawami.

   Wszystkie te przykłady doskonale obrazują chyba najbardziej fascynującą cechę pracy twórczej – autor jeszcze przed chwilą nie miał nic, zaraz potem jednak miał już wszystko. Taka kreacja jest niesamowicie ekscytującym uczuciem. Pozostanie wszelako jedynie ulotną ideą, jeśli zaraz za pomysłem nie dojdzie do głosu ciężka praca. Pisanie książki zajmuje autorom często wiele lat, w trakcie których motyw przewodni może znacząco odbiec od pierwotnego założenia. I nie w tym nic złego. Wena, inspiracja, muza, czy jak ją nazwiemy, ma nam przede wszystkim pomóc wyważyć drzwi tworzenia, dotychczas szczelnie zamknięte. Co zrobimy po przekroczeniu ich progu, to już zupełnie inna bajka…

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3