Historia Książki Kultura

„Gabito” i jego magiczny świat

CWR-blog(10.01)
newsletter-680x680

  Choć losy Gabriela Garcii Márqueza były nierozerwalnie związane z jego ojczyzną, Kolumbią, pisarza powszechnie znano i ceniono w całej Ameryce Południowej. Twórczość „Gabito”, jak go pieszczotliwie nazywano, pełna tajemnic i nostalgii, dla wielu czytelników stanowi metaforę losów całego kontynentu.

   Jeszcze zanim sławny pisarz mógł przyjść na świat, rozegrała się cała seria wydarzeń, jakby wycięta z kart jednej z jego powieści. Ojciec autora, Gabriel Eligio Garcia, był niepoprawnym kobieciarzem, który zdobył serce Luisy Santiagi Márquez Iguarán przy pomocy listów miłosnych, granych na skrzypcach serenad, a także dzięki niespotykanej wprost wytrwałości. To dzięki niej rodzice dziewczyny wyrazi wreszcie zgodę na ślub pary, choć wcześniej przeciwstawiali się mu na wszelkie sposoby.

   Gabriel Garcia Márquez urodził się 6 marca 1927 roku w miasteczku Aracataca w północnej Kolumbii. Z powodów zarobkowych jego rodzice musieli opuścić rodzinne strony, dlatego przez pierwsze dziesięć lat życia wychowanie młodego Gabriela spadło na barki dziadków od strony matki – tych samych, którzy wcześniej tak energicznie przeciwstawiali się kandydaturze Gabriela Eligio na męża swojej córki.

   Warto w tym miejscu poświęcić dziadkowi i babci wybitnego autora kilka słów, gdyż to właśnie ich osoby ukształtowały jego wizję świata. Nicolás Ricardo Márquez Mejía, zwany też „Pułkownikiem”, był powszechnie szanowanym weteranem kolumbijskiej wojny domowej. To on zainteresował wnuka nauką i literaturą, zaszczepił mu również liberalne poglądy – wiarę w laickie społeczeństwo oraz niechęć do hegemonii USA w Ameryce Południowej. Po babce z kolei, Doñie Tranquilinie Iguarán Cotes, Marquez odziedziczył zdolność dostrzegania magii przenikającej każdy fragment naszego świata. Wielce przesądna pani, będąca zupełnym przeciwieństwem swojego męża, potrafiła mówić o nawet najbardziej fantastycznych wierzeniach tak, jakby to były oczywiste, przyziemne fakty.

   Wydawać by się mogło, że swojski urok Aracataki minął dla naszego bohatera bezpowrotnie, wraz ze śmiercią ”Pułkownika” w marcu 1937 roku. Gabriel Garcia Márquez wielokrotnie zmieniał potem miejsce zamieszkania. Lecz zarówno w trakcie studiów na Narodowym Uniwersytecie Kolumbii, jak i podczas wieloletniej pracy dziennikarskiej, także w charakterze zagranicznego korespondenta – wspomnienie rodzinnych stron nie opuszczało go, powoli przybierając formę pomysłu na powieść. Autor wciąż szukał jednak formy, w jaką mógłby ów pomysł przyoblec. Dzieląc swe obowiązki pomiędzy pracę, a rodzinę, którą w międzyczasie zdążył założyć, szlifował powoli warsztat literacki, publikując kolejne reportaże, nowele, a także pierwszą, na razie niezbyt głośną powieść.

    Olśnienie spadło na niego nagle, podczas rodzinnej wycieczki w stronę Acapulco. Po powrocie do domu, Marquez sprzedał nawet swój samochód, aby zapewnić byt żonie i dzieciom, podczas gdy on sam zasiadł do pisania. A pisał długo – osiemnaście miesięcy wytężonej pracy minęło, nim ukończył wreszcie powieść „Sto lat samotności” w 1967 roku.

   Rozgrywająca się na przestrzeni stulecia saga rodziny Buendía, w której fikcja przeplata się z historyczną prawdą, a zdarzenia realne z magicznymi fantazjami autora przyniosła autorowi ogromną sławę. Obywatele Ameryki Południowej bardzo szybko odnaleźli w dziejach zmyślonego miasteczka Macondo analogie do historii własnych krajów, czytelników zaś z innych kontynentów uwiodła niezwykła, przepełniona magią atmosfera „Stu lat samotności”. Dla Marqueza powieść ta, poza możliwością wykorzystania wnikliwej, dziennikarskiej pasji, była przede wszystkim powrotem do lat dziecinnych i rodzinnego Aracataca, gdzie jego dziadkowie na zmianę snuli opowieści na temat wielkiej polityki oraz domowych czarów.

   Z autora biednego, który poświęcił nawet swój środek transportu dla pisania, „Sto lat samotności” uczyniło Gabriela Garcię Márqueza człowiekiem majętnym, a nawet swoistą instytucją. Nie tylko pisał dalej, odnosząc kolejne sukcesy – „Jesień Patriarchy” oraz „Miłość w czasach zarazy” okazały się kolejnymi wydawniczymi sukcesami, sam autor zaś otrzymał w 1982 roku Literacką Nagrodę Nobla za swoją twórczość. Równolegle udzielał się w polityce, pomagając w negocjacjach pomiędzy skonfliktowanymi stronami latynoamerykańskiego społeczeństwa. Jako człowiek charyzmatyczny, o bardzo przyjaznym usposobieniu, cieszył się powszechną sympatią – stąd określenia „Gabo”, czy „Gabito” nadane mu przez obywateli Południowej Ameryki. Te same cechy sprawiły, że często wybaczano mu grzechy, jak na przykład udzielanie poparcia dyktatorom państw, które z Prawami Człowieka były na bakier (jak Kuba, czy Wenezuela).

   Kiedy Gabriel Garcia Márquez zmarł 17 kwietnia 2014 roku, ówczesny prezydent Kolumbii nazwał go „największym Kolumbijczykiem, jaki kiedykolwiek żył”. Na szczęście magia z kart jego powieści nie odeszła wraz ze swoim wielkim twórcą. „Realizm magiczny” wciąż ma się bowiem w literaturze dobrze, pozwalając nam łatwiej przełknąć sprzeczności rządzące naszym światem, a także pomagając w poszukiwaniu własnej, ludzkiej tożsamości.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3