Historia Kultura Wydarzenia

„Gwiezdne Wojny” – potężne przebudzenie

CWR-blog(18.12.15)
newsletter-680x680

Droga do nakręcenia siódmej części sagi Gwiezdnych Wojen była długa i usiana wybojami. Przez prawie czterdzieści lat największym przeciwnikiem jej powstania był… sam twórca serii, George Lucas. Co sprawiło, że historia potoczyła się inaczej i dzisiaj ma miejsce ogólnopolska premiera filmu „Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy”?

Po tym jak pierwsza część serii, pt. „Nowa nadzieja” odniosła spektakularny sukces w 1977 roku, George Lucas był nie tylko szczęśliwy i bogaty, był także skrajnie wyczerpany fizycznie. Dlatego kręcenie dwóch następnych części serii – „Imperium kontratakuje” (1980) i „Powrót Jedi” (1983) postanowił powierzyć innym osobom, samemu zaś skupić się na produkcji. Miał do tego pełne prawo – „Gwiezdne Wojny” okazały się prawdziwą kopalnią złota, w dodatku przyciągnęły grono zdolnych ludzi – reżyserów, scenarzystów oraz specjalistów od efektów specjalnych. Lucas naprawdę nie musiał się obawiać, że pozostawia swoje dziecko w złych rękach. Równocześnie na wszelkie pytania o kontynuację trylogii odpowiadał niechętnie, choć wcześniej wygadał się Markowi Hamillowi, odtwórcy roli Luke’a Skywalkera, że cała historia będzie miała dziewięć części…

Ale człowiek swoje, los swoje. Przez lata „Gwiezdne Wojny” obrosły taką ilością książek, komiksów i gier komputerowych, uzupełniających fabułę kultowej serii, że Lucas uległ w końcu pokusie dokręcenia następnych filmów. Powstała w latach 1999 – 2005 nowa trylogia, opowiadająca o losach Galaktyki przed historią pokazaną w klasycznych „Gwiezdnych Wojnach” została przyjęta z mieszanymi uczuciami. I powiedzmy sobie szczerze, nie były to filmy na miarę oczekiwań milionów fanów. Role zostały obsadzone niezbyt trafnie – zwłaszcza protagonista serii, Anakin Skywalker, wypadł blado w interpretacji Haydena Christensena. Ponadto cała historia oklapła nieco pod ciężarem efektów specjalnych. Lucasowi oberwało się też za to, że skierował nowe produkcje głównie do młodszych widzów, zapominając o fanach z przeszłości.

„Mroczne Widmo”, „Atak klonów” i „Zemsta Sithów” sprzedały się bardzo dobrze, znowu też zapoczątkowały modę na gadżety z logiem „Gwiezdnych Wojen”, ale trudno ukryć, że mogło być lepiej. Lucasa zabolała szczególnie przegrana w kinach z konkurencyjnymi seriami: „Władca Pierścieni” i „Harry Potter”. Ostatecznie trochę zniechęcony krytyką twórca słowa dotrzymał i kontynuacji „Gwiezdnych Wojen” nie stworzył… ponieważ zrobili to za niego inni.

W 2012 roku wytwórnię Lucasfilm kupiło The Walt Disney Company. Włodarze najbogatszej firmy medialnej na świecie nie ukrywali, że mają zamiar nakręcić nowe części serii wszech czasów. Tym razem George Lucas jedynie pobłogosławił produkcję. Na reżyserskim krześle filmu „Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” zasiadł J. J. Abrams, filmowiec doświadczony („Mission Impossible 3”, „Star Trek”), w dodatku protegowany samego Stevena Spielberga. Do pomocy przy pisaniu scenariusza przydzielono Abramsowi Lawrence’a Kasdana, który wcześniej pracował nad skryptem do „Imperium kontratakuje” i „Powrotu Jedi”. Obydwaj współscenarzyści zresztą szybko znaleźli wspólny język, opracowując szczegóły fabuły filmu podczas długich przechadzek ulicami Nowego Jorku, czy też wzdłuż plaży Santa Monica w Kalifornii.

Historia „Przebudzenia Mocy” będzie opowiadać o wydarzeniach rozgrywających się mniej więcej trzydzieści lat po zakończeniu „Powrotu Jedi”. Galaktyczne Imperium, z którym toczyli boje bohaterowie klasycznej trylogii dawno już nie istnieje, ale również powstała na jego gruzach Republika , nie ma się najlepiej. Pośród frakcji, które walczą o spuściznę po Imperium, na czoło wysuwa się autorytarna organizacja „First Order”. To walka przeciw niemu połączy losy poszukiwaczki Rey (Daisy Ridley), byłego szturmowca Finna (John Boyega) oraz pilota ruchu oporu, Damerona (Oscar Isaac). Przy okazji pojawią się także bohaterowie z poprzednich części serii, a także Moc – mityczna siła, która przenika całą Galaktykę.

Łączne koszty produkcji przekroczyły dwieście milionów dolarów, jednak poważne prognozy mówią o tym, że zyski filmu z samego tylko otwarcia w kinach mogą przekroczyć pięćset czterdzieści milionów – będzie to więc doprawdy potężne „Przebudzenie Mocy”. Wraz z filmem do księgarń trafiły książki dotyczące „Gwiezdnych Wojen”, czasopisma z takim samym logiem – do salonów prasowych. Pisarze zapisują kolejne ryzy papieru, ponieważ wraz z nową trylogią, historię świata stworzonego przez Lucasa również trzeba opowiedzieć na nowo. Wszystko wskazuje więc na to, że podobnie jak widzowie, także zapaleni czytelnicy powinni czuć się nowym rozdziałem w historii „Gwiezdnych Wojen” usatysfakcjonowani.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3