Czytelnictwo Historia Kino Książki Teatr

„Kolekcja nietypowych zdarzeń” Tom Hanks

blog-do-art2

Herbatka u Hanksa
Biorąc „Kolekcję nietypowych zdarzeń” w dłoń, przyznaję, trochę się obawiałam. Najbardziej chyba tego, że zbiór opowiadań napisany jest przez aktora, którego naprawdę bardzo lubię, wręcz od dziecka uwielbiam i nie chciałam, aby to się zmieniło. Tom Hanks jest wszak facetem, którego wszyscy darzą sympatią – jest ciepły, uśmiechnięty, zrównoważony, nie jest typową gwiazdką Hollywood. Jednak bycie wspaniałym aktorem, umiejętne dobieranie ról i rozkochanie w sobie całego świata, kreując postać na wielkim ekranie jest zgoła czymś innym, niż bycie dobrym pisarzem, zaczarowanie swoją opowieścią i dzielenie się światem własnej wyobraźni w formie dobrze skonstruowanej historii.
Sympatii do aktora nie straciłam, wręcz przeciwnie. Polubiłam Toma Hanksa jeszcze bardziej. Za odwagę. I jeśli myślicie, że to dlatego, że przeczytałam kawał dobrej literatury to się mylicie. Jest to debiut. I powiedzmy sobie szczerze, nie jest on wybitny. Ale jest dobry. Gdybym nie wiedziała, że opowiadania napisał Tom Hanks, powiedziałabym, że dobrze rokuje. Wiedząc jednak, kto jest autorem, mimo wielu mankamentów, nie mogę pozbyć się z twarzy uśmiechu i wyobrażać sobie, że to on czyta te wszystkie opowiadania na głos, i tak sobie razem siedzimy i popijamy herbatkę z imbirem.

Odważny debiut
Jest to zbiór nietypowych historii i każdą z nich można przeczytać jako oddzielne opowiadanie. Jednak warto zrobić to w kolejności, jaką proponuje autor, ponieważ mimo wszystko są one ze sobą połączone. Jednym z motywów wspólnych jest maszyna do pisania. Jej wątek pojawia się w każdym z opowiadań. Na maszynie do pisania zresztą, Tom Hanks podobno tę książkę napisał i jest kompletnym fanem tego urządzenia.
Coś, co mnie dość mocno rozpraszało podczas lektury, to brak pewnej stałości w całej formule książki. Opowiadania napisane są w sposób nierówny. To różne gatunki pisarskie. Znajdziemy tu reportaż, opowiadanie, scenariusz. Rozumiem, że Tom Hanks chciał się zmierzyć z każdym z nich. Czasem wychodziło mu to lepiej, czasem gorzej. I być może było to mądre posunięcie mając pełną świadomość, że jest się debiutantem i tym samym nie wkraczać na bardzo głęboką wodę. Niektóre z opowiadań mają zapierającą dech w piersiach fabułę, inne niestety, są lekko nawet nudnawe. Nie są też skomplikowane, język jest raczej prosty, pewnie można doszukać się metafor, za to już nie odniesień literackich. To sprawia, że czułam się czasem, jakby Tom Hanks bał się, że mogłabym nie zrozumieć trochę bardziej zagmatwanej opowieści. Ale tak właściwie, są to ludzkie historie. Nasze historie. Beż żadnego wydumania.

Sprytna gra
Ale nie jest to tak prosta książka, jaką mogłaby się wydawać. Tom Hanks jednak poprowadził z czytelnikiem pewną grę. Grę dla wtajemniczonych. Jeśli ktoś zna filmowe kreacje aktora to na pewno wychwyci te smaczki. Hanks nie wplótł w teksty wątków autobiograficznych, co też jest świadomym i dobrym zabiegiem dla kogoś, kto chroni swą prywatność. Możemy natomiast odnaleźć, w każdym z opowiadań obrazy z filmów, w których aktor kreował bohaterów. Przykre wspomnienia wojenne od razu skojarzymy z „Szeregowcem Ryanem”, a w historii emigranta odnajdziemy wątki przepięknego filmu „Terminal”.
Pisarski debiut Toma Hanksa „Kolekcja nietypowych zdarzeń” przyjęłam z dużą sympatią, mimo wielu mankamentów, na które jakoś chciałam przymknąć oko. Dzięki temu właśnie, że teksty są lekkie i proste, i nawet jeśli ktoś nie zna ani jednego bohatera filmowego wykreowanego przez Hanksa, to książkę będzie czytał ze spokojem w sercu. Pomimo, że warsztat pisarski pan Hanks musi jeszcze udoskonalić, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że napisał tę książkę dla siebie, dla przyjemności pisania na maszynie. I chciał się tym z nami podzielić. Tą radością płynącą z tworzenia i przelewania na papier, nie na ekran komputera, prostych spostrzeżeń dotyczących ludzkiej natury. Jeśli macie ochotę na lekturę uroczej książki, popijając dobrą gorącą, malinową herbatę, choć może być też imbirowa, to szczerze polecam rozmowę z Hanksem, bo on doskonale wie jak celebrować życie.

WordPorn