Historia Kultura

„Obywatel Kane” – starcie Dawida z prasowym Goliatem

CWR-blog(13.04)
newsletter-680x680

   To był jeden z najciekawszych pojedynków XX wieku. Starło się w nim dwóch gigantów: posiadający dostęp do niezliczonych informacji magnat prasowy oraz bezkompromisowy artysta. A poszło o… film.

   Williama Randolpha Hearsta można nazwać, obok Josepha Pulitzera, ojcem współczesnego dziennikarstwa. Zaczynał od drobnego dziennika „San Francisco Examiner”, którego otrzymał od swego ojca na otarcie łez po niezbyt udanej edukacji. W ciągu kilku lat pod jego przewodnictwem czasopismo z San Francisco urosło w siłę i pomogło swojemu właścicielowi w zakupie kolejnych tytułów – w szczytowym okresie swojej potęgi Hearst posiadał na własność trzydzieści trzy gazety i czasopisma, między innymi niezwykle popularny „New York Morning Journal”.

   Był człowiekiem utalentowanym, ale i zarazem pełnym pychy i bezwzględnym. To właśnie Hearst popularyzował tak zwane „żółte dziennikarstwo” – przepełnione demagogią teksty, krzykliwe nagłówki, pogoń za sensacją kosztem prawdy. W ślad za sukcesem finansowym zapragnął też zostać politykiem. Właśnie kontrolowanym przez niego mediom przypadła duża zasługa w wywołaniu wojny pomiędzy USA a Hiszpanią w 1898 roku, jednak sukcesu tego nie był w stanie wykorzystać na skutek zaborczego charakteru – kolejne próby zostania burmistrzem Nowego Jorku spełzły na niczym.

   Zniechęcony wobec nieprzejednanych wyborców, William Randolph Hearst osiadł w swojej ociekającej luksusem rezydencji Hearst Castle w Kalifornii i stamtąd nadal zawiadywał swoim medialnym imperium. To tutaj w styczniu 1941 roku zastała magnata wiadomość, że ktoś chce nakręcić oparty na jego życiorysie film, a nawet więcej – niejaki Orson Welles już go kręci, nie przebierając w środkach i nie omijając wielu skandalizujących treści.

   Wściekły Hearst zlecił swoim dziennikarzom zbadanie sprawy. Kim jest ten Welles i dlaczego węszy tam, gdzie nie powinien? Szybko okazało się, że ów reżyser jest postacią równie nietuzinkową jak sam Hearst. Zasłynął widowiskami w rodzaju słuchowiska radiowego „Wojna Światów”, które zelektryzowało Stany Zjednoczone w 1938 roku, albo publicznego wystawienia tragedii „Makbet” Szekspira w obsadzie samych czarnoskórych aktorów. Podobnie jak Hearst, Orson Welles był wizjonerem, postać wielkiego magnata prasowego stanowiła dla niego esencję wszystkiego co wspaniałe, ale i zepsute w Ameryce.

   Na pomysł filmu wpadł wraz ze scenarzystą Hermanem J. Mankiewiczem. Ich koncepcja była na tyle atrakcyjna, że wytwórnia RKO w Hollywood dała projektowi pod tytułem „Obywatel Kane” zielone światło i to pomimo faktu, że Orson Welles nie wyreżyserował dotychczas żadnego filmu. Nie zwykł się on zresztą przejmować takimi detalami. Ze swojego braku doświadczenia uczynił wręcz atut – na planie filmowym wiele eksperymentował, często zrywając z dotychczasowymi konwencjami sztuki. To właśnie dzięki tym eksperymentom opowieść o życiu milionera Charlesa Fostera Kane’a, który w życiu osiągnął prawie wszystko poza szczęściem, pozostaje tak bardzo aktualna. Welles zrewolucjonizował narrację filmu fabularnego, nadając mu formę reportażu.

   Nim jednak „Obywatel Kane” trafił do kin, jego twórcy musieli stoczyć zażartą bitwę z pierwowzorem Kane’a – Hearstem, który dosłownie kipiał ze złości. Nieudana kariera polityczna, instrumentalne traktowanie ludzi i wreszcie kochanka, której karierę zbudował na złość wątpiącym w jej talent – analogii do faktycznego życia magnata prasowego było aż nadto, choć część z nich dość obłudnie dementował sam Welles. Nic to nie dało. Hearst rozpoczął prawdziwą kampanię nienawiści przeciwko filmowi w posiadanych przez siebie gazetach i rozgłośniach radiowych. Zabronił zamieszczania w nich recenzji „Obywatela Kane’a”, uderzył też w studio RKO od strony sądowej, zarzucając mu zatrudnianie imigrantów w miejsce Amerykanów.

   Wszystkie te chwyty poniżej pasa dały jedynie połowiczne efekty. Studio RKO stanęło murem za swoim reżyserem. Welles zaoferował nawet Hearstowi darmowy bilet na premierę filmu, która odbyła się 1 maja 1941 roku (gdy ten zignorował zaproszenie, artysta stwierdził tylko: „Kane przyjąłby bilet”). Niestety skutkiem negatywnej prasy obraz nie stał się hitem i na status kultowego musiał jeszcze trochę poczekać. Sam Hearst wyszedł z tego pojedynku pyrrusowym zwycięzcą, gdyż ze względu na swoją zajadłą walkę z „Obywatelem Kane’m” tylko potwierdził w powszechnym mniemaniu opinię, iż stanowi protoplastę bohatera filmu.

   Dopiero w 2012 roku spadkobiercy magnata prasowego zgodzili się na projekcję filmu Wellesa w Hearst Castle obecnie pełniącym funkcję muzeum. Był to symboliczny koniec sporu, który ciągnął się wiele lat po śmierci obydwu zainteresowanych.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3