Historia Książki Kultura

„Opowieść wigilijna” Charlesa Dickensa, czyli historia, którą wciąż odkrywamy na nowo

CWR-blog(20.12.15)
newsletter-680x680

            Ma już ponad sto pięćdziesiąt lat, a wciąż pozostaje aktualna. Kiedy w 1843 roku Charles Dickens – wtedy jeszcze młody aspirujący pisarz, opublikował „Opowieść wigilijną”, na pewno nie spodziewał się, że tworzy historię, która będzie kojarzona ze Świętami Bożego Narodzenia bardziej nawet, niż niejedna kolęda.

 

            Opowiadanie Dickensa już na wstępie łamie pierwszą zasadę podaną we wszystkich dzisiejszych podręcznikach pisania, mianowicie że powinniśmy bohatera lubić. Ebenezer Scrooge, stary zrzędliwy skąpiec na pewno sympatii czytelników nie zdobywa. Zastajemy go, gdy odmawia swojemu siostrzeńcowi uczestnictwa w wieczerzy wigilijnej jego rodziny, nazywając przy tym Święta Bożego Narodzenia wymysłem głupców i szaleńców. Nie, nie dla niego Święta – miast cieszyć się czasem spędzonym z bliskimi, Scrooge woli zdecydowanie siedzieć w swoim kantorze, w towarzystwie zarobionych na cudzym nieszczęściu pieniędzy.

Jakie jest zdziwienie naszego bohatera, kiedy tego samego wieczoru przybywa do niego duch zmarłego siedem lat wcześniej partnera w interesach, Jacoba Marleya. Przebywanie w zaświatach zdecydowanie nie służy Marleyowi. Za swą chciwość i skąpstwo za życia, został ukarany nie tylko rozkładającą się postacią, ale także ciężkim łańcuchem, który zmuszony jest dźwigać. Smutna to wróżba na przyszłość dla Scrooge’a!

W ciągu następnych trzech nocy naszego bohatera nawiedzają odpowiednio trzy duchy. Duch Wigilijny Przeszłości zabierze Scrooge’a do krainy jego dzieciństwa, kiedy był dobrym człowiekiem i jeszcze nie dał się omamić pieniądzom. Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia z kolei przedstawia Ebenezerowi realia dużo bliższe teraźniejszości. Scrooge obserwuje Święta u rodziny swego siostrzeńca. Odwiedza również domostwo jedynego pracownika własnego kantoru, a także dzielnice londyńskiej biedoty. Wszędzie napotyka serdeczność ludzi wobec siebie i to na przekór nieraz wielkich przeciwności losu. Doświadczenia te sprawiają, że z oczu naszego bohatera spada powoli łuska, natomiast najsmutniejsza lekcja dopiero przed nim.

To Duch Przyszłych Wigilii roztoczy przed nim najbardziej przerażające wizje śmierci, smutku i rozkładu, będących konsekwencją braku empatii dla innych ludzi. Przerażony tymi scenami Scrooge, mający zresztą w pamięci widmo Marleya, a także szczęście rodzinnych Świąt z przeszłości i teraźniejszości, postanawia być lepszym człowiekiem. Wykorzystuje dni, które mu jeszcze pozostały, aby odkupić swoje dawne błędy. Dopiero wtedy, w wyniku tej przemiany, czytelnik może polubić Ebenezera…

Sukces „Opowieści wigilijnej”, podobnie jak innych książek Dickensa, zasadza się przede wszystkim na umiejętności autora mieszania elementów baśniowych z szarą rzeczywistością. Takie właśnie połączenie pozwalało zwykłym, współczesnym mu Londyńczykom spojrzeć na świat w inny sposób – dawał im namiastkę magii pośród zanieczyszczonych i pełnych biedy ulic miasta. Biedy, której autor nie musiał sobie wyobrażać, bowiem sam jej wraz z rodziną doświadczył w młodości.

Od połowy XIX wieku „Opowieść wigilijna” stała się bestsellerem ponadczasowym – książka jest wznawiana do dziś. Zainteresowali się nią również filmowcy. Ktoś obliczył, że do 2015 roku opowiadanie Charlesa Dickensa zostało zekranizowane ponad pięćdziesiąt razy! Pierwsze nieme filmy na jego podstawie powstały jeszcze przed I Wojną Światową. Warto tu wymienić kilka ciekawszych pomysłów na przeniesienie „Opowieści wigilijnej” na ekran. W 1983 swoją własną, animowaną interpretację opowiadania przedstawiło studio Disneya – w Scrooge’a wcielił się w niej nie kto inny, jak Sknerus McKwacz, a więc postać wręcz uszyta do tej roli. Obdarzoną bardziej wisielczym humorem wersję skąpca przedstawił z kolei Bill Murray w 1988 roku. Film „Scrooged!” wykazuje zresztą kilka podobieństw do innego znanego hitu aktora – „Pogromców duchów”. Bardzo dobrze wypadł również w roli Ebenezera Scrooge’a Michael Caine, któremu partnerowały na ekranie w 1992 roku Muppety. W innej telewizyjnej produkcji, „Carol Christmas”, protagonistą uczyniono kobietę. Bardzo wierną adaptacją wizji Dickensa okazała się wersja z 1999 roku, z niezapomnianym Patrickiem Stewartem w roli głównej. Wreszcie nie tak dawno temu tryumfy w kinach święciła „Opowieść Wigilijna”, w której grafika wygenerowana została w całości komputerowo… Doprawdy, można się zgubić w tym gąszczu ekranizacji!

Jak widać, dzieło brytyjskiego pisarza inspirowało czytelników i twórców już od bardzo dawna i jest spora szansa, że inspirować będzie nadal. Bo przecież czy krzepiąca opowieść o magii Świąt Bożego Narodzenia, a także ludzkiej zdolności do przemiany nawet najbardziej zatwardziałego serca, może się kiedyś zestarzeć?

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3