Historia Kultura Lifestyle

Póki mam samochód, jestem wolny. Mit amerykańskiej motoryzacji.

self-815795_1920
newsletter-680x680

Jest pewna charakterystyczna różnica w sposobie, w jaki Amerykanin i Europejczyk patrzą na samochody. Oczywiście obydwaj kochają swoje wozy, cierpią gdy ktoś porysuje lakier w okolicach lusterka, albo trzeba maszynę oddać do mechanika. Tak samo narzekają na rosnące ceny paliwa, czy wielkomiejskie korki.

Również zasób prasy motoryzacyjnej jest ogromny po obydwu stronach oceanu. Amerykanie mają swój „Car and driver”, Brytyjczycy nobliwy „Autocar”, Polacy zaś chętnie zaczytują się w magazynach „Motor” i „Auto-Moto”.

A jednak, co doskonale widać w popkulturze, u Amerykanów samochód stał się czymś więcej, niż tylko środkiem transportu, zabawką czy ulubionym gadżetem. Za oceanem głośna praca silnika oraz pokonywanie kolejnych kilometrów z prędkością wiatru stały się, oprócz (jakże bardziej kontrowersyjnego!) posiadania broni, jednym z fundamentów amerykańskiej wolności.

muscle-car-945486_1920

Na pewno duża w tym zasługa legendy Dzikiego Zachodu. Podczas gdy Europa w XIX wieku dysponowała gęstą siecią dróg i torów kolejowych, w Ameryce kolejne pasma dziewiczego terenu wydzierać musieli pionierzy. Najczęściej zaopatrzeni w konia i wóz, na którym przewozili cały swój dobytek, śmiałkowie ci, walcząc tak z Indianami, jak i niebezpiecznymi żywiołami, cywilizowali kolejne amerykańskie stany w poszukiwaniu dobrobytu oraz niezależności. Po ogromnym sukcesie Henrego Forda, który rozpoczął w swojej fabryce seryjną produkcję samochodów, mit wolności uzupełniony został także mitem finansowego sukcesu. Automobil wyparł wtedy w wyobraźni Amerykanów poczciwą szkapę, prerie zaś i niedostępne skały środkowego zachodu USA przecięły ciągnące się setkami tysięcy kilometrów autostrady.

Samochód przestał być towarem luksusowym, wręcz przeciwnie, stał się podstawą egzystencji Amerykanina, dzięki której może on szybko zmienić miejsce zamieszkania; nawet więcej, stał się elementem inicjacji związanej z dojrzewaniem, bo przecież nie sposób odebrać zaproszonej na bal z domu dziewczyny inaczej, jak swoją bądź pożyczoną od rodziców bryką. Z czasem samochód stał się też symbolem buntu (choć tu ustępował trochę bardziej elitarnemu motocyklowi), bo jak można szybciej uciec z miejsca, które nas mierzi, niż wciskając przysłowiowy gaz do dechy?

I tak Jimmy Kowalsky, bohater kultowego filmu „Znikający punkt” pokonuje kolejne rekordy prędkości w wypożyczonym Dodge Challenger, uciekając przed stróżami prawa symbolizującymi znienawidzony ład. Gdy zaś bohater książki „Witajcie w klubie” dowiaduje się, że jest chory na AIDS, zostawia za sobą wszystko – obskurne lokum niedaleko Dallas oraz wątpliwych znajomych, po to by wraz ze swoim samochodem szukać zbawienia w Meksyku. Ten sam automobil, który daje swoim kierowcom siłę, może też stać się ich przekleństwem. W książce „Christine” Stephena Kinga, nastolatek zostaje właścicielem przeklętego samochodu, który choć piękny, jest również śmiertelnie niebezpieczny dla właściciela i jego bliskich.

ford-mustang-521841_1280

Wśród najnowszych tytułów warto spojrzeć na książkę „Drive” autorstwa Jamesa Sallisa, kapitalnie zekranizowaną przez Nicolasa Windinga Refna. Jej bohater, anonimowy Kierowca, specjalizuje się w niebezpiecznych ucieczkach z miejsc przestępstw. Niewiele mówi, potrafi świetnie walczyć wręcz i używać broni. Jednak posiada również serce, dlatego gotów jest bronić osób, na których mu zależy. Wszystkie te cechy sprawiają, że jego połyskująca kurtka przyjmuje niemal postać zbroi średniowiecznego rycerza, zaś jego Chevrolet Malibu zastępuje mu niezawodnego rumaka.

„Drive” to film bardzo melancholijny, trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że amerykańska motoryzacja nie ma się ostatnio najlepiej, ścigana przez europejskich i japońskich konkurentów. Detroit, niegdyś matecznik samochodów zza oceanu, dzisiaj straszy pustymi kamienicami oraz wszechobecną biedą.

Nasuwa się więc pytanie, czy tak samo jak Detroit anachroniczny nie stał się mit wolności w świecie, w którym królują komputery, w którym podsłuchać można każdą rozmowę obywatela USA wychodzącą z telefonu komórkowego? A może właśnie w takich realiach Amerykanie odczuwają tym większą potrzebę zostawienia wszystkiego za sobą i wyjechania swoim samochodem na sięgającą majaczącego w oddali horyzontu autostradę? Szukając odpowiedzi na te ważne pytania, warto wszelako zerkać od czasu do czasu na wskaźnik paliwa.

way-427984_1920

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3