Historia Kultura Media Warsztat dziennikarski

Prasa w służbie wolności i dyktatury

12191814_827671547349479_4448953631790827727_n
newsletter-680x680

„Nasza wolność zależy od wolności prasy, a ta nie może być ograniczona, nie będąc zarazem utraconą” rzekł kiedyś Tomasz Jefferson, trzeci prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki. Był on osobą bez wątpienia wybitną, choć propagowanie wolności słowa nie przeszkadzało mu w utrzymywaniu niewolników na swojej plantacji. Albert Camus z kolei twierdził, iż „prasa może być dobra, bądź zła, natomiast bez wolności będzie tylko zła”. Kwestia wolności towarzyszy prasie od zarania jej istnienia i nie przestaje nurtować także dzisiejszych odbiorców.

Dla rządzących państwami pomysł wpływania mniej lub bardziej na to, co piszą dziennikarze jest tak kuszący, że nawet całkiem rozsądne głowy potrafią mu ulec. Z kolei dla opozycji wolna prasa jest często sine qua non istnienia i ewentualnej wygranej. Stąd też karty gazet, a obecnie także internetowe serwisy są polem bitew nieraz bardziej zażartych od wojennych okopów.

Już Juliusz Cezar ustanowił Acta Diurna, swoisty informator rządowy, aby urabiać opinię publiczną po swojej myśli, a że republika rzymska stawała się już wtedy coraz bardziej komedią, to i wpisy w owym periodyku mogły często budzić co najwyżej śmiech. Prawdziwy rozwój prasy w dzisiejszym tego słowa znaczeniu nastąpił w Europie XVII wieku, a więc w czasach, gdy Stary Kontynent rozdzierany był przez konflikty religijne i polityczne, krew zaś lała się równie gęsto, co atrament. I tak wydawane w Antwerpii Nieuwe Tijdinghen potępiało niderlandzkich powstańców i zachwalało autorytarne rządy hiszpańskich panów, podobnie francuskie La Gazette, sponsorowane między innymi przez sławnego kardynała Richelieu, regularnie serwowało czytelnikom wieści podane zgodnie z rządowymi wytycznymi.

W Rzeczpospolitej Obojga Narodów stworzenia pierwszej gazety podjęła się królowa Maria Ludwika, wraz ze swoim mężem, Janem II Kazimierzem. Powstały jednak w 1661 roku Merkuriusz Polski Ordynaryjny nie zdziałał wiele i projekty reform monarszej pary zakończyły się zupełnym fiaskiem.

Prasa zaczynała się już zresztą powoli wyzwalać spod państwowej kurateli. Dość wspomnieć, że artykuły pisane przez patriotów na łamach The New Hampshire Gazette walnie przyczyniły się do upadku brytyjskich rządów w Ameryce, zaś francuski rewolucyjny periodyk L’Ami du peuple śmiało można uznać za jeden ze stopni, po których znienawidzony Ludwik XVI wchodził na szafot. Natomiast nieco przerażający może się wydawać fakt, iż wiele środowisk kontestujących dotychczasowy ład, wprowadziło na jego miejsce dyktaturę jeszcze bardziej przerażającą. Wystarczy choćby wspomnieć tutaj rosyjską gazetę Pravda, która po obaleniu caratu w 1917 roku stała się tubą propagandową bolszewików, ukrywającą przed radzieckimi obywatelami rozmiary zbrodni swoich protektorów.

Prasa rozwinęła się na szczęście od tamtego czasu niepomiernie, zyskując nowe kanały dystrybucji, wykorzystując inne media, aby prowadzić publiczną debatę. Wobec mnogości tytułów, dużo trudniej wskazać pośród nich jasną linię podziałów. I dobrze. Dzięki tej różnorodności spory na tle politycznym i społecznym nie przypominają już średniowiecznych pojedynków na broń białą, w których jeden z przeciwników musi opuścić plac boju pocięty na plasterki. I tak choć w USA liberalny, wspierający Demokratów New York Times regularnie potyka się z bardziej prorepublikańskim Wall Street Journal, są to rozgrywki bardziej przypominające partię szachową, niż dawne hasła w stylu „Dajcie mi wolność, bądź dajcie mi śmierć!” Patricka Henry.

W Polsce, wraz z upadkiem komunizmu, na szczęście dobiegła końca era „wyczytywania prawdy pomiędzy wierszami Trybuny Ludu”, jak drwił kiedyś Jerzy Pilch. Spory pomiędzy zwolennikami tak zwanego Salonu, utożsamianego z Gazetą Wyborczą, a jego zaciekłymi wrogami, umocnionymi za szpaltami Rzeczpospolitej, choć nieraz bardzo emocjonalne, są już sporami demokratycznymi, a więc powinny bardziej cieszyć, niż budzić obawy.

Niestety istnieją wciąż kraje, takie jak Korea Północna, gdzie media i prasa są w całości kontrolowane przez państwo, zaś dziennikarze którzy odważą się napisać chociaż słówko nie pomyśli rządzących, trafiają do łagrów, bądź są poddawani torturom. Pozostaje mieć nadzieję, że sprawdzą się słowa zawarte w najstarszej polskiej gazecie „Ten jest, że tak rzekę, jedyny pokarm dowcipu ludzkiego, umieć i wiedzieć jak najwięcej: tym się karmi, tym się cieszy,

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3