Historia Książki Recenzje Warsztat literacki

Przyszłem czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy – Janusz Głowacki

newsletter-680x680

Przyszłem czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy

   Tytuł nie tylko przewrotny, ale i bardzo na czasie. Jego autor niedawno doczekał się książki na swój temat. Wielki reżyser, z którym pracował, zmarł nieco ponad miesiąc temu. Lech Wałęsa zaś pozostaje postacią kontrowersyjną, która nie daje o sobie zapomnieć.

   „Nieważne przyszedłem czy przyszłem, ważne że doszłem… albo doszedłem” – ten właśnie anegdotyczny cytat bohatera książki zainspirował jej tytuł.

   Kiedy Janusz Głowacki otrzymał od Andrzeja Wajdy propozycję napisania scenariusza do filmu o Lechu Wałęsie, ogarnęły go mieszane uczucia. Biografia legendarnego lidera Solidarności była nie lada gratką dla cenionego dramaturga. Okazją do zmierzenia się z historią, wciąż świeżą, pobudzającą emocję wielu milionów Polaków. Właśnie, z tego samego powodu był to temat „śliski”. Przyszły scenarzysta wiedział, że na jednej wersji scenariusza się nie skończy. Zarówno Andrzej Wajda, jak i szereg innych osób (z samym Lechem Wałęsą na czele) zrobią wszystko, by pierwotną wizję filmu dostosować do własnych upodobań.

   Cóż, dość powiedzieć, że autor „Antygony w Nowym Jorku” miał rację.

   „Przyszłem…” (Świat Książki, 2013) zawiera garść cennych porad dla początkujących scenarzystów. Jednak książkę Janusza Głowackiego trudno rozpatrywać jedynie przez pryzmat opowiadania o powstawaniu filmu. Dla autora jest to okazja do rozrachunku ze sporą częścią własnego życia. Z rozrzewnieniem wspomina lata siedemdziesiąte oraz osiemdziesiąte XX wieku. Czasy zwątpienia, złudzeń, ale i nadziei, nie tylko dla niego, ale i dla ludzi na całym świecie.

   Czytelnicy oczekujący od Głowackiego odpowiedzi na odwieczne pytanie „Bolek, czy nie Bolek” mogą być rozczarowani. Dla autora ewentualne powiązania Lecha Wałęsy ze służbami specjalnymi komunistycznego reżimu mają znaczenie drugorzędne. Bardziej interesuje go iście napoleońska kariera od prostego robotnika do lidera ruchu społeczno-politycznego o wielomilionowym zasięgu. Fascynuje go charyzma bohatera Solidarności, choć zarazem nie ukrywa też jego przywar – konfliktowego charakteru, czy nierzadko ślepego wręcz uporu. Cechy te Głowacki aż nadto poznał podczas próbnych projekcji filmu.

   I choć obraz „Wałęsa. Człowiek z nadziei” trafił do kin, dla autora scenariusza nie był to wcale moment euforii. Kiedy żegnamy się z nim w 2013 roku, na polskiej scenie politycznej do głosu dochodzą siły krytyczne wobec mitu Solidarności i jej lidera. Choć Głowackiemu daleko do idealizmu, mimo wszystko chyba z żalem obserwował, jak rzeczywistość dopisała smutny koniec fabule, którą tworzył na potrzeby ekranu.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3