Historia Książki Kultura Recenzje

Spokojny Amerykanin

CWR-blog(11.03)
newsletter-680x680

   Podobnie jak wielu ludzi Zachodu, także i angielski pisarz Graham Greene uległ niegdyś urokowi Wietnamu – kraju fascynującego, gdzie czas płynie zupełnie inaczej niż w Europie czy Ameryce. „Spokojny Amerykanin” przypomina jednak, że każdy raj ma swój kres.

   Bohater książki, Thomas Fowler, jest nieco podstarzałym brytyjskim dziennikarzem, który początek lat pięćdziesiątych XX    wieku spędza jako korespondent wojenny w Sajgonie. Nie było to wówczas bezpieczne miejsce. Imperium kolonialne Francji w Indochinach powoli chyliło się ku upadkowi. Na północy, dookoła Hanoi, trwały wyniszczające walki z komunistami, tymczasem na południu rosły jak grzyby po deszczu kolejne organizacje paramilitarne oraz polityczne, których walki wstrząsały ulicami miast. Choć podzielone, miały one jeden cel, streszczony świetnie w filmach „Czas apokalipsy” i „Sekcja 317”, kiedy to jeden z bohaterów rozbija jajko i oddziela dwa składniki jego wnętrza ze słowami: „żółte zostaje, białe odchodzi”.

Fowlera jednak, choć „białkiem” jest po dwakroć, polityka początkowo nie bardzo obchodzi. W Sajgonie ma bowiem swoją ukochaną, młodą dziewczynę o imieniu Fuong. Nie może się z nią oficjalnie związać, ponieważ żona, którą pozostawił w Europie, odmawia mu rozwodu. A jednak Brytyjczykowi bardzo odpowiada układ pozornej symbiozy – on, jako bogaty biały, daje młodej dziewczynie i jej matce poczucie bezpieczeństwa, w zamian za towarzystwo w czasie chłodnych, wietnamskich nocy.

Spokój naszego bohatera zostaje bezpowrotnie zmącony, gdy do Sajgonu przybywa Alden Pyle, młody Amerykanin, który wnet wpada Fuong w oko. Jest młodszy i bogatszy od Fowlera, w dodatku łączą go z amerykańską ambasadą niejasne powiązania, zahaczające na działalność wywiadowczą. Wobec takiego konkurenta nasz bohater niewiele może, jest nawet gorzej – bo Pyle’a, pomimo jego ignorancji i pyszałkowatości, po ludzku lubi. Niestety, ze starcia dwóch pokoleń i zupełnie innych spojrzeń na świat tylko jeden z antagonistów może wyjść zwycięsko…

Książka Grahama Greene’a pomimo ponad sześćdziesięciu lat na karku nie przestaje fascynować (doczekała się nawet filmowej adaptacji z Michaelem Caine w roli głównej). Pisarz okazał się prorokiem. Wraz z upadkiem francuskich rządów w Indochinach pojawili się nowi włodarze – głośni, pełni wigoru Amerykanie, chcący zmieniać liczący kilka tysięcy lat kraj na własną modłę. Analogia do Iraku i Afganistanu nasuwa się sama, jednak „Spokojny Amerykanin” to coś więcej niż tylko polityczna przepowiednia. To opowieść o przemijaniu i konflikcie doświadczenia z młodzieńczym idealizmem. Choć początkowo kobieta wydaje się jedynie przedmiotem, nagrodą w tym zatargu, ostatnie słowa książki każą nam się zastanowić, kto tak naprawdę pociąga za sznurki w odwiecznej grze uczuć.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3