Historia Książki Recenzje

Sztuka kochania – Michalina Wisłocka

newsletter-680x680

cwr-BLOG(1)a

   Na ekranach polskich kin rządzi w tej chwili film „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”. Jest to doskonała okazja, by przypomnieć książkę tytułowej bohaterki. Książkę, która w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zrewolucjonizowała myślenie o seksie nad Wisłą.

   Ale początki nie były łatwe. Partia komunistyczna zrobiła bardzo wiele, by książka Michaliny Wisłockiej nigdy się nie pojawiła. Gdy wreszcie dano publikacji zielone światło, cenzura próbowała na wszelkie sposoby „wykastrować” książkę i stępić jej rewolucyjny charakter. Seks był bowiem w PRL tematem tabu, obarczonym wieloma uprzedzeniami i stereotypami. Obawiano się, że książka Wisłockiej zacznie rozbijać rodziny, a wśród młodzieży doprowadzi do rewolucji seksualnej.

   Sama autorka utrzymywała, że jest dokładnie odwrotnie. Że właśnie udane współżycie cementuje polską rodzinę. Wiedza zaś o ludzkim ciele oraz seksie zmniejszy wśród młodzieży niebezpieczne dla zdrowia praktyki. Czy miała rację? Liczba siedmiu milionów sprzedanych egzemplarzy (legalnie lub „spod lady”) „Sztuki kochania” najlepiej świadczy o tym, że coś było na rzeczy. Polacy chcieli wiedzieć o seksie więcej. Tę walkę więc w sumie partia komunistyczna przegrała.

   Czy od 1976 roku, kiedy została wydana, książka „Sztuka kochania” zestarzała się? I tak, i nie. Przede wszystkim jej główny zamysł pozostaje aktualny. Wisłocka pragnęła zerwać z wizerunkiem orgazmu jako grzechu, a seksu jako przykrego obowiązku na rzecz społeczeństwa. Chciała uzmysłowić milionom Polek i Polaków, że może to być świetna zabawa. Nawet więcej – sposób na zapewnienie związkowi dwojga ludzi trwałości na lata.

   „Sztuka kochania” to przede wszystkim potężna dawka wiedzy na temat ludzkiego ciała. Autorka poparła je obrazkami, dzisiaj nie robiącymi już wrażenia, dawniej jednak niemal skandalizującymi. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że ma przed sobą nudną naukową rozprawę. Wisłocka bowiem to świetna „gawędziarka”. Jako praktykujący lekarz posiadała ogromną kolekcję doświadczeń własnych pacjentów, o których opowiada ze swadą i dużą dawką wyrozumiałości. Autorka była również erudytką. W swojej książce cytowała poezję miłosną wielkich autorów jakby z pamięci. Nawet dalekowschodnie traktaty, jak „Kamasutra” nie mają przed nią tajemnic. Biorąc pod uwagę o wiele mniejszą dostępność źródeł niż w dniu dzisiejszym, oczytanie Wisłockiej może robić duże wrażenie.

   Co zaś się w „Sztuce kochania” postarzało? Nie ukrywajmy, nauka poszła już trochę naprzód. Badania, na które powołuje się Wisłocka, wtedy aktualne, dziś już stanowią dość odległą przeszłość, z którą nieraz podejmuje się polemikę. Metody antykoncepcji zaś, prezentowane przez autorkę, dziś już mogą budzić uśmiech. Trudno jednak wiek książki uznać za wadę. Wręcz przeciwnie. „Sztuka kochania” to kapitalny zapis epoki, w której powstała. Warto więc przeczytać ją i wybrać się do kina na film z Magdaleną Boczarską w roli głównej. Choćby po to, żeby zrozumieć lepiej odległość jaką pokonaliśmy od czasów Wisłockiej.

newsletter-680x680
  • To prawda. Wiele się zmieniło od czasów rewolucji Wisłockiej. Choć, z drugiej strony, gdy rozmawiam ze starszymi pokoleniami, opowiadają o tym, jak na wsi byle siano wystarczyło, żeby się dobrze „zabawić”, a kobiety były nad wyraz uświadomione w dawaniu i – przede wszystkim – czerpaniu przyjemności z seksu. Może w miastach było inaczej 🙂

WordPorn

wp1 wp2 wp3