Historia Książki Kultura

Wielka miłość Francisa Scotta Fitzgeralda

CWR-blog(28.12.15)
newsletter-680x680

Ile razy zdarza się nam zakochać od pierwszego wejrzenia, ale tak od razu – na zabój? Raczej rzadko, niektórym z nas nigdy. Wybitny amerykański pisarz Francis Scott Fitzgerald na pewno nie był takim zwykłym „niektórym”. Jego miłość do Zeldy Sayre to historia, której nie powstydziła by się nawet najlepiej napisana powieść.

Francis Scott Key Fitzgerald przyszedł na świat dwudziestego czwartego grudnia 1896 roku, w St. Paul, stolicy stanu Minnesota. Pochodził z rodziny o szlachetnych korzeniach (jego odległy kuzyn, po którym otrzymał imiona, był autorem słów do amerykańskiego hymnu narodowego), choć niezbyt bogatej. Mimo to młody Francis zdobył dobrą edukację. Uczęszczał do szkół na Wschodnim Wybrzeżu, gdzie po raz pierwszy odkrył w sobie zainteresowania literackie. Studia odbył na prestiżowym uniwersytecie Princeton, którego elitarny, arystokratyczny niemalże klimat zachwycił chłopaka ze Środkowego Zachodu. Wpędził go także w kompleksy – „To było zawsze moje doświadczenie – biedny chłopak w bogatym mieście; biedny chłopak w szkole dla bogatych chłopaków […]” pisał później. Stosunek Fitzgeralda do świata bogaczy był w ogóle bardzo złożony, zabarwiony podziwem i zazdrością, co bardzo dobrze widać w jego książkach.

W kwietniu 1917 roku USA przystąpiły do I Wojny Światowej. Wiedziony wizją romantycznej przygody (a także słabymi wynikami na studiach) Fitzgerald zaciągnął się do wojska. Tu właśnie, w obozie szkoleniowym w Montgomery, gdy pospiesznie kończył pracę nad swoją pierwszą powieścią, uderzył piorun. Podczas jednego ze spotkań towarzyskich w okolicznym klubie dla dżentelmenów, porucznik Francis Scott Fitzgerald poznał Zeldę Sayre, najmłodszą córkę bogatego sędziego z Alabamy. Niezwykle żywotną, piękną dziewczynę otaczał co prawda sznur wielbicieli, jednak ponieważ do odważnych świat należy, młodzieniec poczekał na swoją kolej. „Zakochałem się w jej odwadze, jej szczerości i płomiennej pewności siebie […]” pisał na jej temat zapamiętale, „kocham ją i to jest początek i koniec wszystkiego”.

Rozpoczęła się długa korespondencja pomiędzy przyszłymi małżonkami. Na razie Zelda, wykazująca wszechstronne zainteresowania wolna dusza nie zamierzała się z nikim wiązać. Pierwsze oświadczyny Francisa zostały odrzucone, zresztą rodzicom panny Seyre nie za bardzo odpowiadał taki zięć – nieco niezorganizowany, pełen wielkich ambicji literat bez grosza przy duszy. Fitzgerald nie poddawał się wszelako. Pisał dalej – propozycje jego opowiadań i innych prac wydawcy odrzucili ponoć sto dwadzieścia razy, nim wreszcie otrzymał kontrakt na opublikowanie swojej pierwszej powieści, pt. „Po tej stronie raju”. Był wniebowzięty, zwłaszcza że w tym samym czasie mur obojętności Zeldy wobec niego zaczął kruszeć. „Po tej stronie raju” trafiło do księgarń na tydzień przed ślubem Francisa i panny Sayre 4 kwietnia 1920 roku.

Cóż to było za małżeństwo! Kolejne sukcesy literackie Francisa – powieść „Piękni i przeklęci”, a także zbiory opowiadań – pozwoliły Fitzgeraldom na dostatnie życie. Przez następnych kilka lat podróżowali po Francji oraz Wschodnim Wybrzeżu USA, wszędzie będąc ozdobą towarzystwa. Pośród wystawnych przyjęć, pełnych jazzowej muzyki i strzelających korków od szampana Francis tworzył nowe bestsellery, Zelda udzielała się zaś jako malarka i tancerka. 26 października 1921 roku urodziła się ich córka, Frances Scott, zwana pieszczotliwie „Scottie”. Wydawało się, że wzajemne szczęście pary nie będzie miało końca.

A jednak, życie dopisało do tej wielkiej miłości dramatyczny finał. Kiedy Fitzgerald, nigdy niewylewający zresztą za kołnierz, zaczął zdradzać objawy ciężkiego alkoholizmu, wielka wieża uczucia Państwa Fitzgerald zaczęła się chwiać. Najpierw przyszły pierwsze niepowodzenia – powieść „Wielki Gatsby” (o ironio, dzisiaj uważana za jego najwybitniejsze dzieło) została przyjęta chłodno. Nieco dekadenckie opowieści z epoki jazzu już od jakiegoś czasu zresztą przegrywały w księgarniach z bardziej twardą, behawioralną prozą Ernesta Hemingwaya. Potem przyszedł Wielki Kryzys, który poważnie zagroził budżetowi Fitzgeraldów, i tak już mocno nadszarpniętemu ich wystawnym życiem. Zmęczona alkoholizmem męża, kolejnymi nieudanymi projektami artystycznymi oraz zwykłą niemocą, Zelda zaczęła zdradzać objawy choroby psychicznej. W 1930 roku zdiagnozowano u niej schizofrenię.

Zmuszony do wyprzedawania resztek swojego talentu w Hollywood, aby pokryć rosnące rachunki za leczenie żony, Fitzgerald przepił w zasadzie resztę życia. Jego rozgoryczenie widać w ostatniej powieści, pt. „Czuła jest noc”. Winił w niej żonę za swój upadek, jakby nie przyjmując do wiadomości, że demony pożądania, zespojone nierozerwalnie z własną literacką pasją, wywołał niegdyś sam. Atak serca zakończył jego życie dwudziestego pierwszego grudnia 1940 roku. Zelda przeżyła swojego męża o niecałe osiem lat. W marcu 1948 roku zginęła podczas pożaru szpitala dla osób chorych psychicznie w Asheville.

Związek Francisa i Zeldy Fitzgeraldów, który przyniósł obydwojgu tyleż szczęścia i sławy, co rozgoryczeń, do dzisiaj inspiruje pisarzy i filmowców. Nam, zwykłym czytelnikom przypomina zaś, że wielka miłość oznacza nierzadko wielką cenę, i że we wszystkim, nawet w uwielbieniu dla drugiej osoby, trzeba znać umiar.

newsletter-680x680
  • Polon55

    Bardzo ciekawe opracowanie. Czy biografia była zekranizowana?

    • czytamwruchu.pl

      Film „Zelda”, z Natashą Richardson i Timothym Hattonem w rolach głównych, bardzo wiernie opowiada powyższą historię. 🙂

  • pszczepaniak

    fbdbs eaefef

  • pszczepaniak

    g eg et qe

WordPorn

wp1 wp2 wp3