Książki Recenzje

Misery – Stephen King

CWR-blog(18.08)
newsletter-680x680

   Próżno szukać książki bardziej przerażającej i wciągającej. Nawet wśród innych powieści mistrza grozy, „Misery” wyróżnia się pod tym względem. Historia o pisarzu uwięzionym przez swoją fankę była dla Stephena Kinga zresztą czymś wyjątkowym – formą terapii.

   Paul Sheldon jest pisarzem, którego książki okupują listy bestsellerów. Ale nie sprawia mu to radości. Serię o Misery Chastain, dzięki której zdobył sławę, uważa za zwykłe czytadło. Marzy mu się pisanie prawdziwej, wielkiej literatury. Kiedy poznajemy Sheldona, kończy on właśnie swój nowy projekt w jednym z hoteli w Colorado. Pod wpływem alkoholowego impulsu postanawia pojechać do domu w Nowym Jorku samochodem, poprzez zaśnieżoną górską drogę…

   Okazuje się to dużym błędem. Nasz bohater prawie ginie, gdy jego samochód stacza się z szosy. Połamanego i ledwie żywego, ratuje go mieszkająca na odludziu Annie Wilkes. Kiedy Sheldon otwiera oczy, początkowo wydaje mu się, że ma więcej szczęścia niż rozumu. Annie jest pielęgniarką, więc opatruje mu połamane nogi i pomaga wrócić do zdrowia. Nawet więcej, jest wielką fanką serii o Misery Chastain, więc z możliwości pomocy znanemu pisarzowi cieszy się podwójnie. Szybko jednak okazuje się, że określenie „maniakalna fanka” jest bardziej adekwatne.

   Kiedy Annie dowiaduje się, że Paul zamierza skończyć z Misery, wpada w furię. Poprzez serię tortur i upokorzeń postanawia zmusić pisarza do kontynuowania jej ulubionej serii. Mijają kolejne dni, a nasz bohater zdaje sobie sprawę, że żywy raczej domu swojej opiekunki nie opuści. Rozpoczyna się dramatyczna zabawa w Szeherezadę, w której wszystkie chwyty będą dozwolone…

   Kiedy Stephen King pisał „Misery”, znajdował się akurat w szczytowym punkcie swojego uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Po latach sam przyznał, że praca nad tą powieścią była dla niego oczyszczająca. Tak jak Sheldon, musiał wspiąć się na wyżyny swoich możliwości, by stawić czoła własnym demonom. „Misery” to więc nie tylko mrożący krew w żyłach horror. To przede wszystkim historia o uzdrawiającej sile pisania. O snuciu opowieści, które pozwalają nam przetrwać najtrudniejsze okresy w naszym życiu.

   Wielu fanów horrorów kojarzy „Misery” głównie z bardzo udaną ekranizacją z Kathy Bates w roli głównej. Trzeba jednak przyznać, że w porównaniu do wizji Kinga, film był mocno ugładzony. Dla Annie Wilkes z książki nie ma czynów wystarczająco strasznych, by nie ukarać nimi biednego Paula. Ale nie tylko antagonistka przyciąga naszą uwagę. Wielką zasługą autora jest też uczynienie z Paula Sheldona postaci naprawdę złożonej. Choć pod wieloma względami antypatyczny, mimo wszystko z zapartym tchem śledzimy jego walkę o życie.

   „Misery” należy do zdecydowanej czołówki wśród powieści Kinga. Mroczna, wciągająca, nie pozwoli czytelnikowi oderwać wzroku aż do ostatniej strony.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3