Książki Kultura

Janusz L. Wiśniewski – miłość zapisana w molekułach

CWR-blog(28.01)
newsletter-680x680

   Kto powiedział, że umysł wybitnie ścisły nie może zostać świetnym pisarzem? Czy intelekt zabija emocje, a może właśnie odwrotnie, jak twierdzi Janusz L. Wiśniewski – przebywanie na co dzień w świecie nauki wzbudza w intelektualiście głód uczuć, który można zaspokoić jedynie pisaniem?

   Choć urodził się w Polsce, od wielu lat żyje i pracuje we Frankfurcie nad Menem. Zanim Janusz L. Wiśniewski sięgnął po pióro, parał się różnymi zawodami. Był rybakiem, nauczycielem, wykładowcą. Szara rzeczywistość PRL-u lat nie wystarczała mu – jak przyznał po latach, chciał być mądry. Wystarczy spojrzeć na krótki wykaz jego tytułów naukowych – magister fizyki, magister ekonomii, doktor informatyki, doktor habilitowany chemii – aby dojść do wniosku, że nasz bohater posiada ogromną wiedzę. Zresztą, na co dzień pracuje w firmie informatycznej zajmującej się oprogramowaniem dla chemików – w takim zawodzie nie można sobie pozwolić na intelektualne stanie w miejscu.

   Praca w Niemczech przyniosła mu niezależność i dobre zarobki, czegoś jednak Wiśniewskiemu brakowało. Jak sam przyznał, zmęczył go trochę sposób patrzenia okiem naukowca. Bezstronność i obiektywizm, których wymagał zawód zarówno informatyka, jak i chemika wytworzyły w nim potrzeby znalezienia jakiegoś ujścia dla swoich emocji. Dlatego w roku 1999 roku zabrał się za pisanie „S@motności w sieci”. Miał ochotę napisać melodramat osadzony w dzisiejszym, indywidualistycznym społeczeństwie, w którym para głównych bohaterów znajduje miłość za pomocą Internetu. Wiśniewskiemu pisanie opowieści sprawiło dużo radości, zupełnie jak wyprawa w nieznane. Zauważył nawet, że posiadanie naukowego, krytycznego spojrzenia na świat ma duży wpływ na jego prozę.

   Ale i tak powstałej powieści nie miał zamiaru publikować. W zasadzie to trochę przez przypadek jej fragment (mocno przy tym okrojony) trafił na łamy polskiego wydania magazynu Playboy. Dopiero potem pojawiło się wydawnictwo, które zechciało wydać „S@motność w sieci”, a następnie przyszedł sukces w księgarniach, kilkaset tysięcy egzemplarzy sprzedanych książek, głośna, choć niezbyt udana ekranizacja, wreszcie tony maili od ludzi, którzy pokochali bohaterów powieści, a nawet przyznali, że zmieniła ona ich życia.

   Tak się składa, że „S@motność w sieci” zmieniła również życie naszego bohatera. Z dnia na dzień Janusz L. Wiśniewski, emigrant i cichy pracownik niemieckiej firmy, stał się nad Wisłą niemal celebrytą. Jak później przyznał, było to dla niego na tyle kłopotliwe, że długo nie przyznawał się do sukcesu wydawniczego swoim współpracownikom. Również życie rodzinne naszego bohatera musiało zapłacić za sukces – wielu czytelników, a także bliskich autora uznało „S@motność w sieci” za jego autobiografię, co sprowadzało na niego czasami przykre sytuacje…

   Raz obranej drogi jednak już nie zmienił. Na pytanie, w jaki sposób naukowiec może stać się dobrym pisarzem, przytacza innych właścicieli analitycznych umysłów – Alberta Einsteina, czy Richarda Feynmana – którzy potrafili z powodzeniem odnaleźć się w świecie sztuki.

   Od dłuższego czasu wydaje kolejne książki – „Zespoły napięć” (2002), „Bikini” (2009), czy „Miłość oraz inne dysonanse” (2011, razem z Iradą Wownenko) – to tylko kilka z nich. Z racji tego, iż lwią część odbiorców jego twórczości w Polsce, czy w Rosji są kobiety, przypięto Wiśniewskiemu łatkę autora, który dobrze rozumie kobiety i potrafi pisać o ich emocjach i potrzebach. Ten sam stereotyp spowodował głosy krytyczne pod jego adresem ze strony niektórych środowisk feministycznych. Podniosły tezę, iż kobiece potrzeby Wiśniewski spłyca i uogólnia. Ale melodramat to nie jedyny gatunek, któremu poświęca się autor. Pod jego nazwiskiem wydane zostały także zbiory opowiadań, listów (pisanych z Małgorzatą Domagalik), a nawet bajka dla dzieci.

   Sam autor do swojego sukcesu ma duży dystans. Uważa, że powodzenie jego prozy u kobiet wynika z prostego faktu, iż potrafi wsłuchać się w to, co mają one do powiedzenia. Takiej wrażliwości nauczyła go matka, z którą miał bardzo dobry kontakt, a także żona i dwie córki. To dzięki nim był w stanie spojrzeć na życie, doświadczenia i miłość z kobiecego punktu widzenia. I choć nie byłby sobą, gdyby nie wspomniał przy okazji miłości o neuropeptydach – molekułach, które stan zakochania w naszym mózgu powodują, daleki jest od stwierdzenia, że o kobietach wie wszystko. Wręcz przeciwnie, osobników którzy wysuwają podobne tezy nazywa arogantami i odsyła do szpitali psychiatrycznych.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3