Czytelnictwo Książki

Łamańce językowe i przydługie opisy przyrody, czyli lektury szkolne, spędzające sen z uczniowskich powiek

980x513-CWR-blog

Czas błogiego lenistwa się skończył. Ku uciesze rodziców, dzieci wracają do szkoły, by stawiać czoła wyzwaniom i poszerzać horyzonty, zdobywając wiedzę. To dobra okazja, by wrócić pamięcią do lat szkolnych, wspominając lektury, które spędzały sen z powiek każdego ucznia.

Ojczysty język bywa zawiły, zwłaszcza staropolski, w którym roi się od słów, które ciężko zrozumieć dzisiejszemu nastolatkowi, bo już samo ich czytanie wymaga sporego wysiłku. Autorom książek napisanych tymże językiem należą się bez wątpienia ukłony, chociaż młodzież szkolna z pewnością nie podziela tego zdania.

Wieszcze, pisarze, wielcy autorzy – z pewnością chcieli przekazać coś ważnego i wartościowego, jednak, tworząc swe dzieła, nie wzięli pod uwagę, że swą twórczością mogą w przyszłości zwyczajnie uśpić czytelnika, który o ówczesnych realiach nie wie zbyt wiele. Jakich lektur szczególnie wystrzegają się uczniowie, stroniąc od nich, jak od ognia?

potopH. Sienkiewicz – Trylogia

“Ogniem i mieczem”, “Potop”, “Pan Wołodyjowski”, czyli trylogia, która, zdaniem autora, powstała ku pokrzepieniu serc. Dzieje Polski od 1647 do 1673 roku zostały zestawione z miłosnymi perypetiami bohaterów, którzy walczyli, kochali, knuli i szukali zemsty, w rezultacie jednak odnajdując szczęście. Zawiłe historie obyczajowe przypieczętowane ponurym tłem historycznym – wszystko po to, by wzbudzić w czytelniku patriotyzm. Proces wzniecania miłości do ojczyzny trwał przez ponad dwa tysiące stron, co nawet u największego pasjonata historii może wywołać znudzenie. Wydawać by się mogło, że Sienkiewicz, siląc się na trylogię, miał spory polot w pisaniu. Prawdą jest jednak to, że autor w każdej z książek powiela schemat trójkąta, gdzie kobieta, kochana przez szlachetnego i prawego oficera, dostaje się w ręce jego nikczemnego rywala, który równocześnie jest zdrajcą narodu. Sienkiewicz wyprzedził nieco bieg historii i już w czasach swej twórczości wiedział, że telenowele zyskają na popularności.

B. Prus – “Lalka”lalka

Izabela Łęcka, Stanisław Wokulski, nieszczęśliwa miłość i wszechogarniająca apatia, której czytelnik doświadcza z każdą kolejną stroną tej rzewnej opowieści o niesprawiedliwości i nagłych porywach serca. Dobry Polak poci się już przy drugiej cyfrze dziesiętnej, przy piątej dostaje gorączki, a przy siódmej zabija go apopleksja” – dokładnie takie same odczucia towarzyszą podczas czytania kolejnych rozpaczliwych epitetów, wydostających się z ust Wokulskiego, który, zamiast walczyć o serce ukochanej, kreuje się na nieporadnego amanta, którego blokują bariery klasowe. Być może Prus, tworząc “Lalkę”, za bardzo uwierzył w to, że kobiety kochają romantyków, zapominając przy tym, że w rezultacie miłosne starcie zawsze wygrywa ten mężczyzna, który potrafi postawić na swoim, po trupach dążąc do celu.

nad-niemnemE. Orzeszkowa – “Nad Niemnem”

Jak zawiły może być opis drzewa lub nieba? Wydawać by się mogło, że otaczającą nas przyrodę można przedstawić w zaledwie kilku słowach. Eliza Orzeszkowa postanowiła udowodnić, że to bzdura, tworząc  przyrody tak długie, że czytelnik, kończąc wątek, nie pamięta, czego tenże opis dotyczył. “Księżyc znacznie już podniósł się na niebie, zmalał, przygasł i łagodnym światłem oblewając wysoką górę i bór przeciwległy oszklił powierzchnię rzeki drobnymi falami pomarszczoną. Pod napowietrzną, bladozłotą lampą księżyca w wodzie jakby zanurzoną stała kolumna światła podstawą zwrócona ku powierzchni rzeki, a ognistą kulą dna jej sięgającą, pełna wewnętrznych drżeń i migotań” – śledząc kolejne wersy czytelnik też przygasa, pod natłokiem przeciągającej się charakterystyki, która, zamiast fascynować, pobudzając wyobraźnię, stanowi skuteczny środek nasenny. Co więcej, nie o przyrodę tu chodzi – “Nad Niemnem” bowiem jest powieścią społeczno – obyczajową, która porusza kwestie społeczeństwa XIX wieku… podobnie, niestety nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować, gdyż utknęliśmy na analizie patetycznych opisów 140 gatunków roślin, które autorka wymieniła w swym dziele.

W. Reymont – “Chłopi”chlopi

Książka, dzięki której Reymont otrzymał Nagrodę Nobla nie może być taka zła, prawda? Dziesięć miesięcy, cztery pory roku i obszerne opisy życia, obyczajów i obchodów świąt we wsi Lipce. Wszystko to okraszone staropolskim językiem i gwarą, która nierzadko bywa dla czytelnika nie lada zagwozdką. Jezu, a dyć się rucha kiej żywy(…) – Jezu! to z ciebie mechanik! I to się sam tak rucha, co? – A sam, Józia, ino go kołeczkiem nakręcę, to już se spaceruje kiej dziedzic po obiedzie”. Być może opisy Reymonta byłyby ciekawe, gdyby nie zawiłość i mieszanie wysublimowanej polszczyzny z gwarą, co w rezultacie daje efekt łamania języka. Jeśli Reymont chciał doprowadzić czytelnika na skraj wysiłku intelektualno – językowego, trzeba przyznać, że udało mu się to perfekcyjnie. Szkoda tylko, że spora część młodzieży szkolnej nie doceni tych językowych wygibasów, rezygnując z lektury już na samym początku.

Powroty do szkoły bywają trudne, zwłaszcza, gdy na horyzoncie widoczne są tomy książek, które przytłaczają już samą ilością stron, na widok których chciałoby się rzec… “Kończ… waść! wstydu… oszczędź!” Jakie lektury obchodziliście szerokim łukiem, a jakie wspominacie z sentymentem? Czy jest lektura, do której chcielibyście wrócić po latach?

WordPorn