Książki Kultura Recenzje

Lęki króla grozy – Stephen King i jego literatura

j
newsletter-680x680

Kiedy w filmie „Wilki” bohaterowi granemu przez Alberta Finneya udaje się przestraszyć pracującego w kostnicy przyjaciela, pierwszym pytaniem, jakie mu potem zadaje jest: „To wy jeszcze macie dreszcze?”.

No właśnie, źródła naszych lęków są na tyle głęboko zakodowane w naszej podświadomości, że nawet ludzie obcujący na co dzień ze śmiercią, wciąż obawiają się jej panicznie. Tak samo, chociaż Stephen King, autor najbardziej przerażających książek grozy – „Lśnienie”, „Bastion”, czy „Misery”, ma już za sobą ponad czterdzieści lat twórczości, wciąż potrafi nas zaskoczyć i najzwyczajniej w świecie przestraszyć.

Skąd mistrz horrorów czerpie inspirację do swoich dzieł? To oczywiście pytanie szalenie nielubiane przez twórców, którzy sami często mają problem z odpowiedzeniem na nie. Ale mimo wszystko spróbujmy dojść po nitce do kłębka.

Stephen King urodził 21 września 1947 roku w Portland w stanie Maine. Nowa Anglia, gdzie przyszedł na świat i wychował się, jest zresztą miejscem akcji większości jego książek. I nie chodzi tu o ozdobione wiktoriańską architekturą regiony Providence rodem z opowiadań innego klasyka grozy, H. P. Lovecrafta. Nowa Anglia Stephena Kinga to osiedla przyczep kampingowych bądź niewielkie miasteczka, gdzie bezrobocie idzie w parze z brakiem perspektyw. Z takimi też środowiskami miał przede wszystkim styczność nasz bohater przez pierwsze trzydzieści lat swojego życia.

Kiedy miał trzy lata, rodzinę Kingów porzucił ojciec – fakt to znamienny, gdyż wątek utraconego ojcostwa w prozie autora pojawia się dość często. To trochę przerażające, ale kiedy King komentował scenę ze swojego „Lśnienia”, w której ojciec rodziny, Jack Torrence (grany w ekranizacji książki przez rewelacyjnego Jack Nicolsona) popada w obłęd i dąży do zabicia swojej rodziny, było można dosłyszeć nutkę sympatii dla bohatera. Jego rodzina miała przynajmniej ojca, jakiegokolwiek. Tymczasem dla samego autora doświadczenia z tej dziedziny zamykały się w określeniu „czarna dziura”.

Dorosłość wcale nie wyrwała Stephena Kinga ze szponów zwątpienia. Już jako mąż i ojciec dwójki dzieci borykał się wciąż z problemami finansowymi. Dopiero sukces jego pierwszej powieści, trochę już anachronicznej dzisiaj „Carrie”, oznaczał dla jego rodziny poprawę warunków bytowych. Następne powieści: „Miasteczko Salem”, „Lśnienie”, „Bastion” zdobyły szturmem listy bestsellerów, zwłaszcza że ich autor od początku miał szczęście do ekranizacji swoich dzieł – zabierały się za nie takie nazwiska, jak De Palma, Hooper, czy Kubrick. I wszystko mogłoby się potoczyć jak w bajce, jednak dla naszego bohatera prawdziwy koszmar, jak przystało na opowieści grozy, dopiero się zaczął.

Nie mogąc wytrzymać presji sukcesu, Stephen King, który nigdy za kołnierz nie wylewał, zaczął pić na umór, do tego doszły jeszcze inne używki. Prawie całe lata osiemdziesiąte to zmagania autora z uzależnieniami. Powstały wtedy jego najmroczniejsze dzieła, takie jak „Cujo”, „Misery”. Zwłaszcza ta ostania książka, opowiadająca o autorze uwięzionym przez swoją psychopatyczną fankę i zmuszanym do pisania, robi do dzisiaj piorunujące wrażenie. Rzuca też trochę światła na ówczesny stan psychiki pisarza. Sam King przyznał, że pisanie było wtedy dla niego tym, czym snucie opowieści dla mitycznej Szeherezady – ratowaniem życia. Równolegle w twórczości pisarza pojawiało się też coraz więcej historii sentymentalnych – „To”, albo „Stukostrachy” stanowiły próby poszukiwania wartości takich, jak rodzina i przyjaźń, które jako jedyne mogły uratować Kinga z matni upadku.

Na szczęście intuicja podpowiadała mu słuszne rozwiązanie – to dzięki pomocy rodziny, jej wyrozumiałości i oddaniu, Stephen King wyszedł na początku lat dziewięćdziesiątych z nałogów. I choć czekał go jeszcze jeden trudny egzamin, wypadek samochodowy, którego został ofiarą w 1999 roku, los powoli zaczął znowu się do niego uśmiechać. Dwie świetne książki o tematyce więziennej: „Skazani na Shawshank” oraz „Zielona mila” (znów rewelacyjnie zekranizowane), choć zabarwione melancholią, pokazały, że King powoli zaczyna odzyskiwać wiarę w ludzkość.

Najnowsze powieści Stephena Kinga – „Dallas 63” czy „Doktor Sen” mają w sobie bardzo wiele nostalgii za dawnymi czasami, wiele nawet jak na dzieła mistrza grozy, który zawsze uwielbiał historie o powrocie do krainy dzieciństwa. Być może Stephen King, pozbywszy się lęków wieku dziecięcego i dojrzałego, powoli szykuje się do starcia z ostatnim z ludzkich strachów – z nieuchronną śmiercią.

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3