Kultura Lifestyle Media Ogólne Warsztat dziennikarski

Jak poradzić sobie z gniewem, gdy ktoś nas obraża? Jeśli dajesz się porwać agresji, to jest już za późno

newsletter-680x680

CWR-blog(16.10)

Cała ta stoicka robota opiera się na prewencji. To jest refleksja nad tym, jak będę czuł się godzinę po tym, jak wybuchnę podczas kłótni, prowadzenie notatek swoich stanów emocjonalnych, kontemplacja polegająca na wyobrażaniu sobie, że oto mamy przed sobą ostatni dzień w życiu, i pytaniu siebie, jak chcielibyśmy go przeżyć. Rozmowa z filozofem MARCINEM FABJAŃSKIM

W „Hamlecie” Poloniusz mówi: „Panie mój, obejdę się z nimi tak, jak na to zasługują”, na co Hamlet odpowiada: „Na rany boskie, człowieku, lepiej! Obchodź się z każdym człowiekiem, jak na to zasłużył, i któż uniknie chłosty?”. My jednak lubimy odpłacać ludziom pięknym za nadobne. To dobra strategia?

– Zła. Skąd, do cholery, mamy wiedzieć, na co ludzie zasługują? Żeby to wiedzieć, powinniśmy znać całą historię ich życia, różne uwarunkowania, wpływy, wewnętrzne bóle i traumy, które sprawiły, że zachowują się tak, a nie inaczej.

Niedawno przez Polskę przetoczyła się afera po słowach Jerzego Owsiaka do Krystyny Pawłowicz. Wiele osób twierdziło, że zasłużyła sobie na to, żeby ktoś jej wreszcie dobrze słownie przyłożył, bo wcześniej sama obrażała ludzi na prawo i lewo.

– To prosta potrzeba rewanżu. Dla mnie jednak najciekawsze w tej sytuacji było to powszechne domaganie się, by Owsiak przeprosił.

Czy to nie było naturalne, skoro ludzie uważali, że przesadził, doradzając jej, by spróbowała seksu?

– Moim zdaniem tym ludziom chodziło o to, żeby świat wrócił do prostych struktur. Chcieliby Owsiaka widzieć jako postać całkowicie dobrą, a Pawłowicz – jako jego do cna złą antagonistkę. Owsiak jest postacią niesłychanie pozytywną, ratującą dzieci, porywającą tłumy. A tu okazało się, że i on ma w sobie nutkę seksizmu i agresji. Dlaczego nie możemy po prostu zgodzić się na to, żeby był w 95 proc. świetlisty, a w 5 proc. mroczny? Domagając się przeprosin, użyliśmy Owsiaka do budowania czarno-białych struktur.

Myślę, że jednak część osób szczerze uważała, że takie wypowiedzi są niegodne bez względu na to, kto do kogo mówi.

– Możemy mieć takie zasady, jak mówisz, ale dlaczego tak żarłocznie domagamy się ich od Owsiaka? To, że my hołdujemy pewnym zasadom, według mnie słusznym i zgodnym z tzw. etyką cnót, to nie znaczy, że mamy tę etykę stosować do kogokolwiek poza sobą.

Jaki jest sens zachowywania tych zasad dla siebie? Co będę miała z tego, że nie decyduję się zejść do poziomu kogoś grubiańskiego?

– Wolność emocjonalną. Stan umysłu, który w doktrynie stoickiej nazywano ataraksją, to jest swego rodzaju absolutny spokój prowadzący do wewnętrznego szczęścia. Ataraksja jest samowystarczalna: już nie potrzebujesz podbijać świata, walczyć z innymi ludźmi. Etyka cnót zrywa z wyobrażeniem, wedle którego myślimy: „Jak będę dobry dla innych, to będą mnie wykorzystywać”.

Niereagowanie na chamstwo w naszym kręgu kulturowym kojarzy się z nadstawianiem drugiego policzka. Nikt nie chce być uznany za frajera, który daje się kopać.

– Jeśli twoim nadrzędnym celem jest to, żeby ludzie nie brali cię za frajera, to będzie to dla ciebie problemem. Ale jeśli zależy ci przede wszystkim na rozwijaniu się, to nie będzie miało znaczenia. Szkoła stoicka nie mówi, żeby być popychadłem, żeby nie działać. Ale jaką skuteczność masz, wdając się w pyskówkę? Postępując według metody stoickiej, nie tracisz energii na czcze potyczki, tylko zachowujesz ją na mądre rozmowy z odpowiednimi ludźmi i wówczas być może możesz coś zmienić w naszym świecie.

OK, ty mówisz o pewnym stanie doskonałym, ale…

– Nie, ja mówię o dążeniu do pewnego stanu. Etyka cnót to kształtowanie charakteru. Naszym codziennym drogowskazem na tej ścieżce jest to, żeby dziś być troszeczkę bardziej cierpliwym niż wczoraj, troszeczkę bardziej odważnym, troszeczkę bardziej współczującym.

Mało stoickie mamy czasy – dziś ceni się tupet, bezlitosną ripostę.

– Jakiś czas temu trochę śledziłem obrady komisji, w której były Krystyna Pawłowicz z PiS i Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej. Moim zdaniem postawa tej drugiej była niesłychanie stoicka. Nie dawała się ponieść emocjom, nie krzyczała na Pawłowicz, kiedy ta ją atakowała, miała pokłady wewnętrznego spokoju. Ale oczywiście masz rację, w starożytności rozwijanie cnót było czymś, co budziło szacunek i podziw, dziś uważamy to za oznakę słabości. Ale to nie zmienia programu działania. Trzeba to potraktować jako kolejne wyzwanie i budować siebie wbrew powszechnym obyczajom. W stoickim działaniu zawiera się założenie, że im trudniej, tym lepiej, bo każda niekomfortowa sytuacja jest okazją do rozwoju.

Wspomniana Kamila Gasiuk-Pihowicz zaczyna wyrastać na liderkę. Podczas demonstracji w obronie sądów to jej imię skandował tłum.

– To by się zgadzało z przekonaniem stoików, że w dłuższej perspektywie rozwijanie cnót się nam opłaci. Szacunek i zaufanie ludzi buduje się właśnie w ten sposób.

Jak poradzić sobie z gniewem i upokorzeniem, gdy ktoś nas obraża?

– Jeśli w takiej sytuacji dajesz się porwać agresji, to jest już za późno. Cała ta stoicka robota opiera się na prewencji. To jest studiowanie doktryn filozoficznych, refleksja nad tym, jak będę czuł się godzinę po tym, jak wybuchnę podczas kłótni, prowadzenie notatek swoich stanów emocjonalnych, kontemplacja polegająca na wyobrażaniu sobie, że oto mamy przed sobą ostatni dzień w życiu, i pytaniu siebie, jak chcielibyśmy go przeżyć. Szeroka praca na wielu frontach, wymagająca czasu, poświęcenia i postawienia cnót wysoko w hierarchii naszych wartości.

Wygospodarowanie kwadransa każdego dnia na kontemplację coś nam da?

– Nie, bo zawsze jest tak, że jednego dnia jesteś w podróży, drugiego z kumplami na piwie itd. Zaczyna się wokół tego rodzić poczucie winy: chciałbym, ale mi się nie udaje, zawalam. Lepszym sposobem spośród doraźnych metod jest zadawanie sobie pytania za każdym razem przed wejściem w pewną aktywność, np. przed zaangażowaniem się w kłótnię na Facebooku: „Jeśli moją troską jest dbanie o wewnętrzny stan luzu, spokoju i klarowności, to czy wejście w tę dyskusję mi w tym pomoże?”. Ale tak naprawdę nie będziemy mieli żadnego efektu, jeśli nie damy sobie w ogóle przestrzeni do introspekcji i filozoficznego badania swojego życia. Nie da się tego osiągnąć przez kwadrans dziennie albo na weekendowych kursach mindfullness.

Ale chyba nie namawiasz do tego, żeby się zupełnie wycofać z dyskutowania? To jest, mimo awantur, jednak pewna wartość i jedyna droga do porozumienia w trudnych sprawach.

– Ależ rozmawiajmy. Ale dbajmy, by dyskutując, nie wpaść w koleiny reaktywności, w sytuację, w której w pewnym momencie już nie ma tematu i argumentów, jest jedynie reakcja na czyjeś słowa czy zachowanie.

Kiedy widzimy, że w pyskówce nagle oberwał dotychczasowy agresor, czujemy, że oto dokonuje się sprawiedliwość.

– To jest judeochrześcijańskie pojęcie na ten temat: oko za oko, ząb za ząb, ale z prawdziwą sprawiedliwością to nie ma nic wspólnego. To tylko walka ego z ego. Z punktu widzenia etyki sprawiedliwość służy dobru wszystkich. Deontologia, którą proponował Kant, mówi w skrócie: postępuj tak, jakby twoje postępowanie było prawem ogólnym, którego byś sobie życzył. Jeśli zdradzasz żonę, to zrób z tego prawo i zastanów się, co by było, gdyby zdrada była powszechnym prawem, jaki byłby wówczas świat.

Kolejny wielki system to konsekwencjalizm, mówiący, że dobre jest to, co sprzyja pomnażaniu ogólnego szczęścia na ziemi. Wszystkie te systemy są nakierowane na dobro ogółu. W żadnym z nich nie mieści się coś takiego jak satysfakcja z oddania ciosu.

Jak w takim razie realizuje się sprawiedliwość, jeśli nie przez odpłacenie pięknym za nadobne?

– Zobacz znów na Gasiuk-Pihowicz. Gdyby ona wypadła za moment z polityki, to wciąż ma wokół siebie szacunek, który pomoże jej zawsze i wszędzie. Wychodzi z tego z duchowym kapitałem. W dłuższej perspektywie sprawiedliwość się dokonuje. To, że my tego nie widzimy, nie znaczy, że jej nie ma. To kwestia stanów wewnętrznych: spokoju, radości życia, szczęścia. Miałem kiedyś spór z psychologiem i ekonomistą Paulem Dolanem, który wytworzył matematyczną niemal formułę szczęścia, na które miała składać się przyjemność i skuteczność. Rozmawialiśmy o Hitlerze i on twierdził, że ten w roku największych podbojów na Wschodzie był szczęśliwy, bo zrealizował te dwa punkty. Moim zdaniem on się budził po nocach targany obrazami demonów ofiar.

To nagroda dla nas, ale co z karą dla tego złego? Czy kara dla kogoś poza nami samymi powinna nas w ogóle obchodzić?

– Nie, to nas bardzo ogranicza. Dlaczego w sumie mamy kogoś karać? I metoda stoicka, i buddyjska proponują perspektywę, w której nas to w ogóle nie interesuje. Każdy rozwija swoje cnoty, a nie mówi innym, że to oni mają je kultywować.

Kara to odwet, może dać jedynie chwilową ulgę. Wyobraź sobie, że napastnik atakuje bramkę, piłka zostaje mu odebrana przez obrońcę i on w rewanżu jedzie butem po achillesie obrońcy. Przez moment mu dobrze, ale potem dostaje czerwoną kartkę, schodzi z boiska i zaczyna rozumieć, że nie pomógł drużynie, że może trener nie wystawi go w następnym meczu, że ulotna radość z zemsty nie była tego warta. Agresor jest taką samą ofiarą jak my, a może większą.

Cały artykuł przeczytasz w Wysokich Obcasach Extra.  Prenumeratę możesz zamówić tutaj: prenumerata.ruch.com.pl

 

newsletter-680x680

WordPorn

wp1 wp2 wp3