Recenzje

“Jest w nim nienawiść, ta nowotworowa wściekłość na sytuację, w której nie można nic zrobić” – recenzja “Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka

Recenzja_CWR

Podobno liczą się tylko pieniądze. To dla nich tracimy głowę, jesteśmy w stanie zrobić wiele, podejmując działania na granicy prawa, często wyzbywając się przy tym godności. Jak wygląda życie dilera narkotyków, który sprzedaje ludziom iluzję i mylne przeświadczenie, że mają kontrolę nad własnym życiem? Sprawdźcie, zapoznając się z naszą recenzją książki “Ślepnąc od świateł”

Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak faktycznie wygląda życie pod osłoną nocy? Dlaczego to właśnie po zmroku czujemy się bardziej anonimowi, pozwalając sobie na więcej? Ściągamy maski, puszczamy hamulce, zatracamy się w zabawie, tylko po to, by zagłuszyć na chwilę to, co nas trapi i za czym tęsknimy za dnia.

519 stron, 6 rozdziałów opisujących dni tygodnia z życia prężnie działającego na warszawskich ulicach dilera. Jacek – główny bohater – z pozoru wydaje się zimnym, wyrachowanym mężczyzną, dla którego liczą się wyłącznie interesy i stale rosnąca

suma pieniędzy. Wycofany, niepytany, nigdy sam nie zaczyna rozmowy, handluje kokainą, sprzedając ją zarówno dzieciakom na imprezach, jak i samotnym, zapracowanym osobom, które potrzebują na chwilę zapomnieć o problemach – zrelaksować się lub mieć siłę do dalszej pracy i wyścigu szczurów. Klientami Jacka są też znani i zamożni ludzie, którzy po ściągnięciu maski wiecznie uśmiechniętego celebryty, nie potrafią znieść swojego prawdziwego ja.

Zazwyczaj diler kojarzony jest z umięśnionym mężczyzną o sporych gabarytach, obwieszonym świecidełkami, jeżdżącym drogim, ekskluzywnym samochodem, emanującym swoim bogactwem i pozycją. Jaki jest Jacek? To zupełne przeciwieństwo ogólnie przyjętego wyobrażenia – bohater książki Żulczyka jest niedoszłym absolwentem ASP, poruszającym się po Warszawie leciwym Audi, który uciekł z Olsztyna, by nie powielić schematu swoich rówieśników – pretendentów do bycia menelami lub niezadowolonymi z życia, sfrustrowanymi ludźmi, spędzającymi większość życia w pracy, dzięki czemu, w najlepszym wypadku, będą mogli jedynie otrzeć się o warstwy klasy średniej. Handlarzem narkotyków został, jak mówił, z powołania, gdyż “zawsze lubił ważyć i liczyć”.

Na łamach książki poznajemy nie tylko ciemną stronę życia w Warszawie, sekrety działania na granicy prawa, gangsterskie porachunki, ale także cały szereg skrajnych emocji, które targają głównym bohaterem. Czytając kolejne strony dzieła Żulczyka dowiadujemy się, że Jacek, który dostarcza połowie Warszawy działki, umożliwiające im funkcjonowanie i życie w iluzji, sam zmaga się ze swoimi demonami – samotnością, tęsknotą za miłością i lękami, które zagnieździły się w jego głowie, wracając z uporem maniaka w formie koszmarów, od których nijak nie potrafi się uwolnić.

Jacek posiada kilka tożsamości, dowodów, imion i nazwisk – wydawać by się mogło, że jest to klasyczne zagranie kogoś, kto łamie prawo i musi mieć oczy dookoła głowy. W nim jest jednak coś dziwnego, zbyt zachowawczego, momentami wręcz niepokojącego. Unika wszelkich używek, nie korzysta z komputera, nie ogląda telewizji. Mimo, że “karmi” innych narkotykami, sam stara się po nie nie sięgać – obsługując swoich klientów, obserwując, jak się zatracają w nałogu, doskonale wie, jak szybko można sięgnąć dna, na którym czeka upokorzenie i wynaturzenie. Warszawę utożsamia z żywym organizmem, a ludzi – swoich klientów z poszczególnymi organami, które razem tworzą spójną, zależną od siebie całość.

Mimo ostrożności zachowanej do granic możliwości, głównemu bohaterowi w końcu powinęła się noga – stracił wszystko – towar, poważanie wśród klientów, pieniądze, a przede wszystkim własną godność, o którą tak walczył. Książka Żulczyka w bezpośredni i dosadny sposób ukazuje zatrważające realia życia w dużym mieście, gdzie handlarz narkotyków staje na równi z lekarzem i strażakiem, niosącym pomoc w chwilach kryzysu, pomagającym utrzymać się na powierzchni tym, którzy zagubili się w codziennym pędzie po lepsze jutro.

Jakub Żulczyk kolejny raz potwierdził, że potrafi świetnie grać na emocjach czytelnika, przenosząc go do innego świata. Z każdą kolejną stroną i opisem wydarzeń miało się wrażenie uczestnictwa w danej sytuacji. Nie obyło się bez odczucia zniesmaczenia, niepokoju i zaciekawienia, co będzie dalej. W książce roi się co prawda od wulgaryzmów i “soczystych” opisów erotycznych i brutalnych scen, jednak to bez wątpienia mocna strona książki, gdyż perfekcyjnie oddaje klimat ciemnej strony życia w wielkim mieście, gdzie relacje są pozorne, a uczucia schodzą na dalszy plan, przegrywając z chęcią wzbogacenia się i osiągnięcia zadowalającej pozycji społecznej. Jeśli lubicie książki, które na długo zapadają w pamięć, “Ślepnąc od świateł” będzie dobrym wyborem!

JakubZulczyk (1)

WordPorn